nazwy roślin

Czytasz wypowiedzi znalezione dla hasła: nazwy roślin





Temat: zachodnie granice Słowiańszczyzny
sztylet69 napisał:

> Jesli chcesz miec "mocne" alibi, to idz na latwizne i zobacz w Atlas Nazw
> Zachodniej Slowianszczyzny Xiedza Kozierowskiego.
> Mozesz tez posledzic takie odcinki graniczne, jak np dobrze udokumentowana
lini
> e
> Limes Sorabicum.
> Kluczem sa nazwy geogr. (toponimia),najlepiej nazwy wod, bo sa najstarsze. Na
> Polabiu wiele nazw rzek przetlumaczono na niemiecki,ale jak spotkasz jedna
rzek
> e
> wystepujaca jako Biala (ew. Srebrna)... i Czarna..., to prawie na bank masz
> poslowianski dualizm nazw wodnych.Poza tym, zachodni zasieg Slowian nie jest
> jakas straszna zagadka, bo juz dawno w miare wykreslony. Temu przysluzyly sie
> wlasnie badania nazw, slownika (np botanicy ustalali dawny zasieg roslin w
> Europie,a to zgrywalo sie z zasobami slownictwa danego etnosu)-pisal otym
> Gieysztor, stad wiemy ze np slowo "buk" (chodzi o drzewo) jest importem,
> Slowianie nie stworzyli wlasnego slowa na to drzewo wiec ich zasieg
geograficzn
> y
> w V wieku czy nieco pozniej nie pokrywal sie z zasiegiem wystepowania
owczesnej
> buczyny.Itd.

+++Klimat zmienial sie przez setki i tysiace lat, wiec i zasieg buka powinien
byc zmienny i niekoniecznie moze byc utozsamiany z zasiegiem wspolczesnym, gdy
wlasnie przez Poslke biegnie jego wschodnia granica, jest jeszcze buk wschodni
na Wegrzech...
>
> Ignorancie, uwazaj z tym Wendlandem. Przeczesanie Wendlandu w XIX w. i latach
2
> 0
> XX wieku nie daly rezultatu,nie znaleziono nikogo ktoby mowil jezykiem
> drzewianskim. Ten jezyk w niczym nie przypominal polskiego, bylby dla nas
trudn
> y
> do zrozumienia (jedyne zachowane teksty drzewianskie przedrukowala prof.
> Siatkowska, i te lekture polecam).
> Ale kiedys byla podobna afera z Rugia-ze tam jest jezyk podobny do polskiego.
> Pisal o tym Kisielewski w 1937 roku; przyczyna pomylki byl naplyw ludnosci
> polskojezycznej z Pogranicza Zlotowskiego, Kaszubow, Mazurow i inych, ktorzy
> tradycyjnie od XIX wielu jezdzili do pln Niemiec (Meklemburgia, Hannower, az
do
> Danii-stad np polska izba pamieci i polski kosciol w Jutlandii) do pracy w
> rolnictwie. Wielu z nich dalo sie skusic i zostalo tam na stale (Niemcy dawali
> podwyzszki i niemiecki paszport, patrz opisy Kisielewskiego czy nawet
> Wankowicza). A potem ktos jechal i "odkrywal" slowianski jezyk. Nawet
> niedawno,jak bylem na Rugii to uderzala duza liczba szyldow z nazwiskami
> konczacymi sie na -ski.
> p.s wakacje juz sie koncza,ale wciaz polecam wypad na Rugie. Takich
krajobrazow
> nigdzie nie ma,a wizyta na grodzisku Arkona na dlugo pozostanie w pamieci...

+++A tu moze byc podobnie z zasiegiem germanskim )))

Wracajac a Borholmu wyznaczylem kurs na Arkone byc nasze Swinkowo osiagnac od
zachodu, ale kapitan zmienil go aby nie jechac torem kierunkowym i ominac
statki, wiec Swinkowo osiagnelismy przez Dziwnowo i Niechorze...

Ale moze sam sie wybiore na Rane, gdy bede mial jacht pod swoja komenda...






Temat: róża jerychońska....
Róża z Jerycho została odkryta przez podróżników i pielgrzymów do Ziemi
Świętej, a następnie przywieziona do Europy. zachwyciła ona dwór francuski, jak
również mieszkańców Niemiec, wieść o jej właściwościach przekazywana była z ust
do ust i zataczała coraz szersze kręgi. Tak szerokie rzesze ludzi doświadczały
na sobie jej dobroczynnego działania, jak również poznawało legendy, które jej
towarzyszyły. Jedna z legend głosi, iż Najświętsza Maria Panna w czasie
ucieczki z Nazaretu do Egiptu przejeżdżała przez wzgórza miasta Jerycho i mimo,
że nie była to pora deszczowa, zaschnięte podobne do burzanu kłębki róży na Jej
widok rozkwitły i zazieleniły się. Wtedy matka Boska naznaczyła je znakiem
krzyża i obdarowała życiem wiecznym, jak również właściwościami uzdrawiającymi.
Jest darem i pięknem natury, który potrafi przetrwać wieki bez wody, bez ziemi,
w ekstremalnie wysokich lub niskich temperaturach. Dom, w którym znajduje się
róża jest obdarzany szczęściem i błogosławieństwem bożym. Róża w stanie
wilgotnym poprawia i oczyszcza powietrze miejsca w którym się znajduje, zaś w
stanie suchym chroni pomieszczenia przed wszelkim robactwem i insektami.
Poprzez wieki ludzie nauki prowadzili badania nad jej właściwościami
uzdrawiającymi. Woda w której rozwija się róża może służyć do kąpieli, robienia
kompresów na miejsca po ukąszeniach owadów. Również może być stosowana w celach
kosmetycznych aby powstrzymać starzenie się skóry twarzy i szyi, przeciwdziała
robieniu się zmarszczek. Zostało potwierdzone przez badających, że jest w tym
względzie rośliną niezawodną. W dzisiejszej dobie jest rośliną rzadko
spotykaną. Występuje w Egipcie pod nazwą "Kaff haryani" co oznacza "Piłka w
ręce Maryi", zaś w Algierii występuje pod nazwą "Id Fatma Bint el Nabi" co
oznacza "Ręka Fatimy, córka proroka". Jako święta roślina Orientu (wschodu)
jest woda z niej używana w czasie ciąży, jako napój wzmacniający, a pita w
czasie samego porodu niweluje dyskomfort bólowy i praktyka ta trwa już od
wieków.

Sposób Użytkowania
W celu pobudzenia i doprowadzenia do rozkwitu zaschniętej róży - należy ją
podlać zimną lub ciepłą a nawet wrzącą wodą, czego nie wytrzyma żadna żywa
roślina. ten przywilej róża z Jerycho zawdzięcza łasce wiecznego życia
podarowanej jej przez Matkę Boską. Te zasuszone listki przechodzą
zmartwychwstanie! Pojedyncze łodyżki otwierają się coraz więcej i więcej i
przybierają ciemno zielony kolor z jasnymi przebarwieniami. Po zalaniu ciepłą
lub zimną wodą róża ta w pełni rozwinie się w około 90 min. Natomiast przy
wrzątku trwa ten proces około 50 min. następnie należy różę wyjąć z wody (wodę
zużyć wg. potrzeb). Następnie należy wyjąć ją na talerz i podlewać wodą przez
okres 8 dni. Po tym czasie przestajemy ją podlewać, trzymamy w ciepłym
pomieszczeniu, aż przyjmie znów formę zasuszonego kłębka. Proces zasuszania
trwa dwa dni. W przypadku zapotrzebowania na wodę z róży proces ten należy
powtórzyć od nowa. Róża z Jerycho nigdy nie traci swych właściwości i można ją
przekazywać kolejnym pokoleniom.






Temat: W Tabernakulum mieszka Bog
ada08 napisała:

> G.G.Marquez ''Sto lat samotności''
>
> (o chorobie bezsenności i zanikania pamięci)
>
> (...)
>
> Metodę, która przez wiele miesięcy miała ich bronić
> przed zanikiem pamięci, wymyślił Aureliano. Odkrył
> ją przypadkowo. Dobrze znając bezsenność, gdyż był jednym
> z pierwszych, którzy jej ulegli, opanował do perfekcji
> sztukę złotniczą. Pewnego dnia szukał małego kowadełka,
> którego używał do walcowania metali, i nie mógł przy-
> pomnieć sobie nazwy tego narzędzia. Ojciec podpowiedział
> mu: "kowadełko". Aureliano wypisał to na kawałku pa-
> pieru i przykleił etykietę do przedmiotu. W ten sposób
> mógł mieć pewność, ze nie zapomni tej nazwy w przy-
> szłości. Nie przyszło mu na myśl, że jest to pierwszy
> objaw zaniku pamięci, ponieważ przedmiot miał nazwę
> trudną do zapamiętania. W kilka dni później jednak od-
> krył, że z trudem przypomina sobie nazwy prawie wszyst-
> kich przedmiotów w laboratorium. Tak więc oznaczył je
> wszystkie odpowiednimi kartkami i wystarczyło przeczy-
> tać napis, żeby je rozpoznać. Kiedy ojciec zakomunikował
> mu z przerażeniem, że zapomniał prawie wszystkich naj-
> ważniejszych wydarzeń ze swego dzieciństwa, Aureliano
> zapoznał go ze swoją metodą i Jose Arcadio Buendia za-
> stosował ją praktycznie w całym domu, a później narzucił
> całemu miasteczku. Pędzelkiem umoczonym w farbie ma-
> lował na każdej rzeczy jej nazwę: stół, krzesło, zegar,
> drzwi, ściana, łóżko, garnek. Wyszedł do zagrody i ozna-
> czył wszystkie zwierzęta i rośliny: krowa, koza, świnia,
> kura, juka, malanga, banany. Stopniowo obserwując nie-
> skończoność wariantów zaniku pamięci, zdał sobie sprawę,
> że może nadejść dzień, kiedy będą rozpoznawać rzeczy
> po napisach, ale zapomną ich przeznaczenia. Wtedy roz-
> szerzył swoje napisy. Etykieta, którą zawiesił na szyi
> krowy, była przykładem sposobu, w jaki mieszkańcy Macondo
> byli zdecydowani walczyć z chorobą: "To jest krowa, trze-
> ba ją co rano doić, żeby dawała mleko, a mleko trzeba
> zagotować, potem zmieszać z kawą i zrobić kawę z mle-
> kiem". Tak więc żyli w wymykającej się rzeczywistości,
> którą chwilowo mogli schwytać przy pomocy słów, ale która
> musiała wymknąć się bezpowrotnie wraz z zapomnieniem
> wartości słowa pisanego.
> U wylotu drogi z moczarów umieszczono napis "Macondo",
> a nieco dalej inny, większy, przy głównej ulicy: "Bóg istnieje"
>
> (...)
> a.

To,co tutaj napisalas jest piekne.

Niestety,ale bardzo smutne,chociaz wydaje mi sie,ze nie bardziej
od naszej prawdziwej rzeczywistosci?

Pozdrowienia serdeczne,

obcy, ))




Temat: relancja hamerycka
relancji hameryckiej cd.
i kalifornia. Pierwsze wrazenie – brudno strasznie. Na poboczach walajace się
papiery, siatki z folii, worki, puszki po piciu roznym, no koszmar. I
smieciarze zbierajacy caly ten bajzel. I goraco. I nazwy filmowe, hahaha.
Przedmiescia los andzeles jakies takie fabryczne, jak nasza gdynska hutnicza
ulica (oczekiwanie pewnie mialam, żeby jednak inne były) A! Zapomnialam dodac,
ze wszedzie sklepy z antykami – z przeproszeniem. Znaczy na ten przykład kola
od nibyfurmanki, bo przeciez one, te kola, moga mieć i z osiemdziesiat lat –
ale zlosliwa @ ze mnie!
W down town nie bylam, wiec ani slowa, poza tym, ze wielkie i wysokie – jak w
wiekszosci ichnich miast. Po drodze domki ameryckie – cale w zieleni, w
roslinnosci takiej, ze lomatko. Krasc tam chcialam strasznie, odnozki roslin,
ale jednak doszlam do wniosku, ze przeciez nie przezyja podrozy, wiec ze
zlodziejstwa zrezygnowalam. Okropne jest to, ze domki stoja w calej plataninie
kabli przeroznych, na niewysokich slupach porozmieszczanych i –niczym pajeczyna-
oplatajacych dziesiatki domow (ale to nie jest przypadlosc losandzelesowa
tylko, ona amerycka jest). Bardzo to psuje obrazek sprawiajacy, na pierwszy
rzut oka, wrazenie sielskiego. Gwiazd zadnych nie widzialam, na niebie tez nie,
bo za dnia bylam.
Zupelnie okropnie brzydka arizona, ktorej kawalek widzialam –
brudnopiaszczystoskalowa, nieprzyjazna dla oka i stop. Czasami, ale naprawde
bardzo czasami, zielen jakas. A, i jeszcze nowy meksyk – skaly po obu stronach
hajlejow, ubrane w siatki zabezpieczajace spadajace kamloty (zima straszniej to
wygladalo, ale chyba jednak miejscami ladniej). Oj, zapomnialam o trawach
kulistych czy co to tam jest – pamietacie z filmow? Jedzie nasz bohater droga,
misje ma wazna do wypelnienia, najwazna nawet, muzyka te waznosc podkresla, az
wiatr się zrywa i coraz ostrzej wieje (muzyka tez), az tu nagle przed nosem
niemal – kolami czy kopytami konskimi – przewala się (przekula? przekulowuje?)
kulista roslina – jak zywa, za nia nastepna i kolejna. Och, napiecie rosnie...
Wiec mogę potwierdzic, ze te kule sa prawdziwe - nijak silami produkcji
warsztatow holiłudzkich nie powstaly, wziely się same, i sa.
Tak czy siak – ten kawalek arizony, który widzialam, był do bani. I rezerwaty –
walace się chalupy, rozwalajace się samochody, czasem jakis kon – generalnie
obraz nedzy i rozpaczy. Ale za to indianskie sklepy – czy to wigwamowe
przydrozne (przyhajlejowe, hahaha) czy tez zwyczajne – wyjsc z nich nie
moglam!! Taaka sliczna ta ich cepeliowska produkcja. Zlapalam się na tym, ze –
z przeproszeniem – stonka turystyczna ze mnie wylazla (gdzie się ta cholera
chowala dotychczas?!)! Lapalam się a to na kamyczki indianskie - dlonia
prawdziwego indianina uzbrojona w piorko (stalowke?) – uszlachetnione znakami,
na cos albo przeciw czemus rzecz jasna! A to na pioropusz, który już widzialam
na glowie wodza najwaznego i najszlachetnego. A to te bebenki, co to bebnia jak
marzenie (i na cholere nam telefony?!). Rzezba matki-indianki niosacej w
dziwnym skorzanym worku swoje indianskie dzieciatko. A fajki!!! Jaaakie fajki!
Niestety za drogie dla mnie były, choc chetnie bym przytargala jaka w celu
wypalenia forumowego – Wszyscy ze Wszystkimi, razem i wspolnie... No i topor
był wojenny – do zakopania, ale tez nie mialam takich zawrotnych pieniedzy,
wiec rozumiecie... Nabylam za to droga kupna (znowu!) mokasyny prawdziwe. Tym
razem czarne. Lomatko, jakie ladne! Najladne! No i lapacze snow - podobaly mi
się i polubilam wierzyc, ze będą tez chronily, a co tam! I ichnie jedzenie
jadlam – dobre, troche chyba zblizone do meksykanskiego, ale inne. Cholerka, a
jaka bizuteria! mmmmmm. No i kartki z mapa, na ktorej pokazano rozmieszczenie
poszczegolnych plemion, i zwierzeta, które dla indian były znaczace,
interpretacja symboli. Z tego miejsca – wstyd się przyznac – bylam wywlekana za
wlosy, zupelnie jak jakas swiezo porwana skłoł, hahahaha. To było w oklahomie.
cdn. (choc już niewiele chyba opowiem)
ewka_co_moze_w_ktoryms_z_poprzednich_zyc_była_indianka




Temat: Chińczycy odkryli Amerykę w 1421r.?
Titus w nawale pracy zapomnial reszty skopiowac
Według Menziesa flota admirała Czeng Ho dzięki korzystnym wiatrom i prądom
morskim opłynęła Afrykę, a potem dotarła na położone u zachodnich krańców tego
kontynentu Wyspy Zielonego Przylądka. Jako dowód obecności Chińczyków w tym
rejonie świata brytyjski pisarz podaje znalezioną na jednej z wysp kamienną
tablicę. Pod wykutym w XVI wieku portugalskim napisem widać dziwne znaki.
Według naukowców nie pasują one do żadnego z obecnie znanych alfabetów.
Przypominają za to zapis używanego w średniowieczu dialektu indyjskiego. Na
kamieniach upamiętniających chińskie odkrycia zawsze znajdowały się
pozdrowienia w wielu językach. Menzies przypuszcza, że na trzymetrowym bloku z
czerwonego piaskowca było kiedyś więcej napisów, ale uległy zatarciu.
Z okolic Wysp Zielonego Przylądka dżonki popłynęły na zachód i dotarły do
Nowego Świata. Odwiedziły zarówno wschodnie, jak i zachodnie wybrzeże
kontynentu amerykańskiego. Zdaniem Menziesa część chińskiej floty rozbiła się o
przybrzeżne skały, a marynarze osiedlili się na lądzie. W Newport w
amerykańskim stanie Rhode Island po dziś dzień stoi zabytek zwany Okragłą
Wieżą. Według lokalnych historyków jest to XVI-wieczny młyn zbożowy. Menzies
twierdzi jednak, że budowla jest starsza, co wynika także z badań radioaktywnym
węglem C-14. Testy wykazały, że mogła powstać ok. 1421 roku. Niezwykłe są także
jednostki miary użyte przy wznoszeniu wieży. Obwód konstrukcji nie da się
wyrazić w stosowanych w Ameryce jardach, stopach czy calach. Natomiast przy
zastosowaniu chińskich jednostek długości - obwód zewnętrzny wynosi 2 czang 40
czi, a wewnętrzny 1 czang i 80 czi (czang -305 cm, czi - 32 cm). Okrągła Wieża
może być zatem latarnią morską, wybudowaną przez rozbitków.
Koronnym argumentem potwierdzającym obecność Chińczyków na drugim, zachodnim
wybrzeżu dzisiejszych Stanów Zjednoczonych jest wrak dżonki znaleziony w
korycie rzeki Sacramento. Badania pozostałości statku wykazały, że drzewa użyte
do jego budowy ścięto w 1410 roku. Podobnie jak w Newport załoga okrętu
przeżyła zatonięcie dżonki. Ponadto uratowała część przewożonego ryżu i
osiedliła się w Kalifornii. Tezę tę potwierdzają badania prof. Judith A. Carney
z University of California. Uczona twierdzi, że ryż uprawiano w Ameryce
kilkaset lat wcześniej niż dotąd sądzono.
Według brytyjskiego pisarza dodatkowym dowodem odkrycia Nowego Świata przez
flotę Państwa Środka są... kury. Menzies podważa obowiązującą teorię, że
kurczaki przywieźli do Ameryki Europejczyczy. Gdyby tak było, Indianie
przyjęliby hiszpańskie lub portugalskie nazwy drobiu. Tymczasem kurczak w
języku Awraków, żyjących w Wenezueli, to "karaka", a w Meksyku nazywa
się "tori". Pierwsze określenie uderzająco przypomina indyjskie "karaknath", a
drugie wygląda na skrót japońskiego "nihuatori". Nazwy te były prawdopodobnie
używane przez Chińczyków.
Menzies zwraca także uwagę, że kukurydza, roślina pochodząca z Nowego Świata,
została sprowadzona do Azji, zanim Kolumb dotarł w 1492 r. na Karaiby. Kiedy w
1520 roku Ferdynand Magellan jako pierwszy Europejczyk dotarł na Filipiny, jego
kronikarz zanotował: "Wyspiarze zaprosili generała [Magellana] do swoich łodzi,
w których znajdowały się towary na sprzedaż: goździki, cynamon, imbir, pieprz,
gałka muszkatałowa i kukurydza". Ponadto miejscowe elity używały naczyń z
chińskiej porcelany, które wyprodukowano tuż przed wysłaniem w morze ekspedycji
admirała Czeng Ho.




Temat: ZIELONE ŚWIĄTKI
ZIELONE ŚWIĄTKI
Jest to ludowa nazwa święta kościelnego - Zesłania Ducha Świętego na
Apostołów, zamykającego wielkanocny cykl świąteczny, uznanego za jedno
z najstarszych i największych świat w kościelnym kalendarzu liturgicznym,
które początkowo łączone z Wielkanocą. Później, od IV w. zaczęto je obchodzić
jako odrębne święto, w niedzielę i poniedziałek, siedem tygodni, pięćdziesiąt
dni po Wielkanocy, pomiędzy 10 maja i 13 czerwca, a więc w pełni wiosny
i bujnego rozkwitu roślin.

Z obchodami kościelnymi Zielonych Świątek, w przeszłości, łączyły się różne
obrzędy ludowe powitania wiosny i zwyczaje rolnicze i pasterskie.

W całej Polsce powszechny był zwyczaj - dotychczas jeszcze zachowywany na
wsi - majenia ścian domów, wrót i płotów zielonymi, najczęściej brzozowymi
gałęziami. Podwórka zaś, podłogi w izbach i nawet psie budy wyściełano grubo
tatarakiem, dla świątecznej dekoracji, dla pięknego zapachu i także...
przeciw pchłom, komarom, muchom i innym insektom. Do dnia dzisiejszego, dla
tradycji, w wielu domach, w Zielone Świątki ustawia się dzbany i wazony
z tatarakiem, czyli kalmusowym zielem.

Niegdyś w Zielone Świątki, na wzgórzach i leśnych polanach rozpalano sobótki -
ognie obrzędowe (jak w wigilię św.Jana). Na Podlasiu zwano je palinockami.
Tańczono wokół nich z zapalonymi od ogniska pochodniami, biegano po polach,
a pasterze obchodzili z nim i swe stada.

W Zielone Świątki pasterze ubiegali się o tytuł króla. Uzyskiwał go ten
spośród nich, który pierwszy przybył z bydłem na pastwisko. Najlepsza zaś
pasterka otrzymywała tytuł królowej. Królewska para, ustrojona w wieńce
i wstęgi, wybierała sobie świtę, a ta musiała wystarać się o jadło: chleby,
pierogi, sery i - koniecznie - o jajka i słoninę oraz przynieść to wszystko
na pastwisko. Wieczorem pasterze wesoło ucztowali bawili się, cały czas
czyniąc honory królowi i królowej pasterzy.

Innym ciekawym zwyczajem zielonoświątkowym było tzw. wołowe (lub końskie)
wesele, zabawa ludowa nazywana także rodusiem, podczas której pasterze
wodzili pięknego wołu lub konia przybranego w wieńce z kwiatów, wstęgi
i zawiniętego w białe płótno. Czasami na grzbiecie wołu sadzano słomianą
kukłę. Towarzyszył mu zawsze orszak młodzieży, dziewcząt i chłopców oraz
muzykanci, w wszyscy wołali głośno: roduś, roduś wymachiwali zielonymi
gałązkami i wiązankami wiosennych kwiatów oraz trzaskali z batów.

Zabawa ta, być może, miała związek z dawnymi, starosłowiańskimi obrzędami
pasterskimi, podczas których oprowadzano w procesji wołu - czczonego jako
uosobienie siły. Zabawę tę (rodusia) znano w Polsce już w XVI w. W rachunkach
domowych królewicza Zygmunta (później zwanego Starym), który w młodości
mieszkał w Głogowie, znajduje się zapis o datkach dla głogowskich chłopców
wodzących rodusia.

Na Podlasiu, nad Narwią, jeszcze w początkach XXw., w Zielone Świątki odbywał
się obchód z królewną. Najładniejszą we wsi dziewczynę pięknie ubierano,
wkładano jej na głowę koronę z kwiatów i w orszaku innych dziewcząt
prowadzono granicami pół. Śpiewano przy tym, zaklinając urodzaj:

Gdzie królewna chodzi
tam pszeniczka rodzi.
albo

Na maj królewna chodziła
a cóż w tym maju robiła?
Zielone żyto sadziła.
A cóż nad tym żytem mówiła?
Rośnijże żyto wysoko,
puszczaj korzenie głęboko.

Obchód kończył się ucztą z tańcami, urządzaną w domu najlepszego gospodarza
lub we dworze, na cześć królewny oraz na chwałę zwycięskiej wiosny, na
szczęście i urodzaj.

Z Zielonymi Świątkami wiązał się także zwyczaj majówek - zabaw podmiejskich.
Urządzano je nad Wisłą, w Krakowie i na warszawskich Bielanach. Była to
niegdyś leśna osada podmiejska, która z czasem stała się dzielnicą Warszawy.
Wzmianki o tych majowych zabawach, finansowanych nierzadko z kasy królewskiej
i niekiedy zaszczycanych obecnością króla (odwiedzał je czasem król Stanisław
August Poniatowski) znajdują się w XVIII- wiecznych gazetach. Pisano w nich
np. o urządzanych na Bielanach fajerwerkach, o grach i tańcach na świeżym
powietrzu, o przejażdżkach po Wiśle umajonymi łódkami, o występach
sztukmistrzów oraz urządzanych tam przedstawieniach i żywych obrazach.

Zielone Świątki od blisko stu lat obchodzi się w Polsce również jako Święto
Ludowe. Ustanowiono je w 1903 r. we Lwowie podczas Zgromadzenia Rady
Naczelnej Polskiego Stronnictwa Ludowego. Od tamtej pory Święto Ludowe wyraża
ideały całego chłopskiego stanu, tych wszystkich, którzy trudząc się przy
uprawie Ziemi, od wieków już żywią i bronią.

"Polskie Tradycje Świąteczne" - aut. Barbara Ogrodowska




Temat: Holiday Inn - Safaga (****)
Witam,
Hotel Holiday Inn w Safadze odwiedziłam w październiku 2003r.
Był to mój pierwszy zagraniczny wyjazd, ale przyznam się szczerze, ze był to
chyba najlepszy hotel, w którym przyszło mi mieszkać (mam juz porównanie .
Pokoje są rozmieszczone na terenie hotelu w kilku, bodajże dwupiętrowych
budynkach (miałam pokój 1227, ostatni budynek przed plażą, pierwsze piętro; u
nich nie liczą parteru). Pokój z przepięknym widokiem na baseny oraz z bocznym
widokiem na morze. Pokój urządzony standardowo: 2 pokoje: sypialnia (łózko
małżeńskie, toaletka, szafa, telewizor)i pokój dzienny (kanapa, stolik, mini
bar), łazienka z wanną prysznicem, umywalką. Sprzatane codziennie, wskazane
jest pozostawienie obsłudze "bakszyszu" - bardziej sie przykładaja do
sprzątania, zostawiają kwiatki na poduszce a z ręczników robią łabędzie. To
jako ciekawostka.
Baseny mają nieregularne kształty, nad nimi przebiega mostek, pośrodku głównego
basenu bar z krzesełkami w wodzie (bardzo fajny, z wyborem alkoholi i innego
napitku). Brodzik dla dzieci. Leżaki na basenie i plazy "bezpłatne" (piszę w
cudzysłowiu, bo wskazane jest zostawić bakszysz). Ręczniki są wydawane przy
basenie na specjalną "kartę ręcznikową". Plaża piaszczysta, przy samym brzegu
drobny zwirek, potem piaseczek, na jej terenie, po lewej stronie tuż przy
pomoście znajduje się szkoła nurkowania i wypożyczalnia sprzętu. Niestety nie
pamiętam co i ile kosztowało. Na nurkowanie wykupiliśmy wycieczkę od
rezydentki, a nie od nich. Woda cudownie przejżysta, ciepła, bardzo słona
(bardziej niż np. w Morzu Śródziemnym). Nurkować można tez na plaży, co prawda
to nie rafa, ale widoki są bardzo przyjemne. W wodzie, tam gdzie kończą się
boje, kończy się także grunt pod nogami - ostry spadek w dół, widoki podczas
nurkowania - piękne.
Na terenie hotelu rosną palmy oraz krzewy z różowymi, czerwonymi i białymi
kwiatkami. Rośliny są tam codziennie pielęgnowane.
Od strony morza - piękny widok na góry Morza Czerwonego.
Jedzenie mieliśmy wykupione w formie HB (podobno nie ma tam all): śniadania i
obiadokolacje bardzo urozmaicone, bogate bufety, omlety lub naleśniki kucharze
robią na oczach, do tego cała masa sałatek, owoców (uwaga - brak wędlin, jest
tylko coś w rodzaju mortadeli), serów itd, itp, nie sposób wszystkiego
wymienić. Obiadokolacje: kilka dań goracych (kurczaki, baranina na kilka
sposobów, warzywa w sosie....), do tego ziemniaki w kilku wersjach, ryże,
pieczywo, sałatki, warzywa, sosy... Je sie oczami. Największe wrażenie zrobił
na mnie bufet ze słodyczami: takiego wyboru tortów, ciast, pudingów i innych
słodkości nie powstydziłaby się żadna szanowana cukiernia. Wszystko było
naprawdę bardzo smaczne. Napoje do obiadokolacji płatne dodatkowo.
Jeśli lubisz piwo - polecam ichną STELLĘ (bardzo smaczna). Jest jeszcze jeden
rodzaj piwa (nazwa wyleciała mi z głowy, ale tańsze od Stelli), które tam
serwują, ale jeśli chodzi o jego jakość...hm, myśmy spróbowali. Przysłowiowe
siuśki.
W budynku głównym znajduje się restauracja, gdzie podawane są posiłki, drink
bar (alkohole importowane), kantor wymiany walut, kilka sklepików, schodami w
góre sala konferencyjna, a schodami w dół - dyskoteka. Byliśmy w niej kilka
razy, muzyka trochę mi nie pasowała, ale bawiliśmy się nieźle.
Na terenie hotelu znajduje się kilka barów (w tym z fajką wodną), plac zabaw,
organizowane są też wieczorne animacje dla dzieci i dorosłych, przy basenie co
wieczór zawodził (w dosłownym tego słowa znaczeniu) śpiewak, kilka starszych
osób tańczyło. Rozrywki dość średnie, ale jak się znajdzie dobre towarzystwo,
to i zabawa robi się nienajgorsza.
Zaraz po wyjściu z hotelu - mini centrum handlowe. Kupisz tam wszystko, trzeba
się, oczywiście, targować. Pracownicy sklepików, jak tylko zobaczą wychodzącego
z hotelu turystę, już mu nie odpuszczą. Uważaj - jeśli nie chcesz nic kupować,
to nie wchodź do jego sklepu, a już na pewno nie zaczynaj się targować!!!
Rozpoczęcie targu jest u nich równoznaczne z Twoją decyzją o zakupie. Targ
trzeba wtedy dobić, bo inaczej mogą bardzo się zdenerwować. Sklepikarze,
szczególnie Ci młodsi znają kilka slów po polsku typu: "cześć kochanie". Starsi
są bardzo sympatyczni, można się z nimi dogadać po angielsku. Jeden z
właścicieli sklepiku z odzieżą (kupowaliśmy t-shirty na pamiątkę), wypisał nam
na pocztówce po arabsku i hieroglifami nasze imiona.
Przed hotelem stało zawsze kilka minibusów, które (wtedy za 1 funta/os), woziły
do centrum Safagi.
Na zakończenie powiem Ci tylko tyle - chciałbym tam wrócić.
Sam Egipt zrobił na mnie oszałamiające wrażenie. Kiedy stałam pod piramidami
czy przy Sfinksie, myślałam, że śnię. Nurkowanie na rafach - też niezapomniane
wrażenie, prawdziwa uczta dla oczu. Jak moje dzieci trochę dorosną, żeby z
takiej wycieczki coś zapamiętać, pojadę z nimi do Egiptu raz jeszcze.
Jeśli masz jeszcze jakies pytania, to pisz.
Pozdrawiam
Gosia




Temat: Napisali o Lublinie
Kraszewski i Lekki
Józef I. Kraszewski, "Morituri" (1873):
"W roku 1850 na przedmieściu miasta Lublina zwanym Winiarami, wznosił się
jeszcze dom murowany, którego dziś nie ma i śladu. Nic dziwnego,
albowiemwówczas już dziwić się mozna było, że mury te się trzymały i mieszkańca
jakiegoś w sobie mieścić mogły.Z dala wyglądało to na opuszczoną ruinę,
zwłaszcza, że resztki dachu od czoła przykryte były wystawką,na kształt tej,
która przystrajała dawne sukiennice. Poza tą zebioną, odartą z tynków ścianą
trzymało się jednak na przegniłych krokwiach odwieczne pokrycie, które różne
przechodziło koleje, nosiło bowiem szczątki dachówek, gontów, a ostatecznie
pozatykane słomą, porosłe zostało rodzajem darniny i korzonkami składających
się na nią roślin więcej się zachowywało, niż pozostałościami stałymi. Przód
tej kamienicy, która nie wiedzieć dla jakiej tradycji zwała się F i r l e j o -
w s z c z y z n ą [podkr. autora, nie moje - pbd2], równie nędznie jak dach
wyglądał i tynk pooblatywał z niej, świeciły odarte cegły (...). Wielka część
dolnych mieszkań tak osutą była narosłą dokoła ziemią, iż kupy jej prawie do
okien sięgały, a drzwi znajdowały się w rodzaju wyżłobienia wąską do nich
prowadzącego ścieżyną."
Ha, ha, jakby to pisał dzisiaj! Pójdźcie na Wolską, Wapienną, Bronowicką,
Rusałkę - ile tam jeszcze takich domów, co to "na przegniłych krokwiach"!
Zresztą, o ile dobrze pamiętam, ta Firlejowszczyzna (bo to się potem rozrosło
do nazwy całego sporego terenu), zajmowała część dzisiejszych Bronowic, ale
mogę się mylić.

Adolf Lekki, "Trójkąt pięcioramienny" (? - źródło: wydanie z 1982):
"Szedłem w kierunku katedry wzdłuż starych murów(...). Zegar na weży Bramy
Krakowskiej wybił pierwszą, w brzuchu burczało mi coraz głośniej.
Przyspieszyłem kroku.
- Nie zatrzymywać się, nie tamować ruchu! - zawołałem głośno i puściłem się
pędem. Mogłem dojść do starego miasta, ale coś mnie podkusiło, by skrócić sobie
drogę. Od placu Królewskiego wiodła dróżka wyłożona płytami chodnikowymi,
przemykała pod łukowatym sklepieniem okazałych budynków i poza nimi łączyła się
z wąską uliczką prowadzącą wprost do mojego domu."
Coś ty tam, Adolfie, pokręcił z tymi nazwami? Plac Królewski? Czy chodzi o pl.
Łokietka, czy o Katedralny (bo dalej jest mowa o "placu Królewskim z jego
kolumnami", a kolumny przecież mamy i przy Katedzrze, i przy ratuszu)? Jeżeli o
Katedralny, to wydaje mi się niestosowne nazywanie przejścia pod Bramą
Trynitarską "ścieżką", jak również i nie zauważanie tego, że te "okazałe
budynki" to właśnie owa Brama. No a pl.Łokietka odpada, bo bohater miał iśc pod
Bramę Krakowską, a nie poszedł. W opgóle Lekki jak na pisarza lubelskiego (był
nawet chyba prezesem lokalnego oddziału Związku Literatów), ma straszne kłopoty
z topografią miasta. Podwale myli mu się z Podgrodziem (czyli dzisiejszą Dolną
Panny Marii), W okolicach Lipowej znajdujemy jakąś Tulipanową, która w
rzeczywistości jest na Sławinie, a w opisywanych czasach chyba jeszcze jej nie
było... Może dlatego 80 procent akcji książki toczy się na Jurze Krakowsko -
Częstochowskiej, na Pustyni Błędowskiej, a nawet w NRD?
A, i jeszcze jeden fragmencik. Oto mówi Lublinianin dumny z siebie i swojego
miasta:"Choć sezon turystyczny nie był jeszcze w pełni, na każdym kroku
spotykałem wycieczki. Na parkingach stały aytokary z Katowic, Płocka , Olsztyna
i innych, równie dalekich miast. Byłem dumny. Lublin to nie jakiś tam
grajdołek, tu na każdym kroku spotykasz się twarzą w twarz z historią".
Tłumy turystów, Lublin nie grajdołek... Gdzie te czasy, buuu!

P.S. Ten okrzyk głónego bohatera o tamowaniu ruchu jakiś taki bez związku,
chyba, że za PRL - u harcerze w ten sposób ułatwiali sobie przejście przez
jezdnię???




Temat: Nie Keynes i nie Friedman tylko edukacja.
jerzy.f napisał:

> Z przyjemnością śledzę na forum dyskusję o roli państwa w gospodarce,
> szczegółowe analizy wpływu stóp procentowych na wzrost gospodarczy, wpływie
> prywatyzacji na bezrobocie itd.

nauczylem sie tu wiecej niz w uni!!! hehehe

> Problem polega na tym, że gospodarka funkcjonuje w otoczeniu na który składa
> się wiele elementów takich jak system prawny, zespół wartości uznawanych w
> społeczeństwie za obowiązujący itd., którego kształt determinują zwykli
> ludzie ale przede wszystkim politycy. Politycy są dokładnym odzwierciedleniem
> społeczeństwa - inaczej można to sformułować, że naród ma zawsze takich
> polityków na jakich zasługuje. W tej sytuacji postępująca od 13 lat w Polsce
> erozja edukacji i nauki musi zarówno bezpośrednio i pośrednio wpływać na
> fundamenty gospodarki.

hm... czy hilter byl odzwierciedleniem niemcow w tym czasie? ja wierze w
teorie "superhuman" i to oni/one "narzucaja" wartosci spoleczenstwu...

> Bardzo ciekawa jest dyskusja czy w gospodarce powinny być wyłącznie firmy
> prywatne, czy prywatne i państwowe a może prywatne pod pewną kontrolą
> państwa. Staje się ona jednak czysto teoretyczna jeżeli prawie 90% Polaków
> uważa, że prywatyzacja = złodziejstwo a zdecydowana większość mówi, że każdy
> biznesmen a zwłaszcza właściciel prywatnej firmy to złodziej i bandyta.
> Ostatno poglądy te śmiało i z całą mocą prezentowane są w Sejmie.

miestety to jest NAJWIEKSZY problem polskiego spoleczenstwa - wina? KOMUNA i
nadmiar socjalizmu...

> Bardzo interesujące są poglądy MACIEJA na wpływ st.% na wzrost gospodarczy,
> ale nie sądzę żeby podobała mu się perspektywa ustalania ich wysokości na
> wspólnym wiecu strajkujących stoczniowców i górników.

od kiedy partie robotnicze przyczyniaja sie do wzrostu gospodarczego?

> Nie można oczekiwać, że ludzie będą dokonywali racjonalnych wyborów
> politycznych i gospodarczych na podstawie analizy różnych propozycji jeżeli
> od 13 lat edukacja i nauka są traktowane jako mało ważne (...dobrze mieć
> jakiś dyplom ale po co mi wiedza...?), pozbawione prestiżu (niestety również
> na tym forum są głosy pogardliwie krytykujące nic nie rozumiejących
> profesorów) a, co widać po tym forum, sporo osób które chcą i potrafią myśleć
> już wyjechało z Polski.
>
> O skali zapaści edukacyjnej może świadczyć porównanie ogólnej wiedzy
> aktualnych absolwentów liceów ogólnokształcących i osób które ukończyły
> szkołę 10-15 lat temu. Niestety obecni maturzyści mają kłopoty z
> identyfikacją podstawowych krain i pojęć geograficznych, podstawowych faktów
> z historii a zwłaszcza powiązań przyczynowo-skutkowych między nimi, o
> matematyce (a więc i logice) nie wspominając.
>
> Powszechna, rzetelna i nowoczesna edukacja oraz idąca z nią w parze nauka są
> podstawowym lekarstwem na kłopoty gospodarcze co wyraźnie pokazują przykłady
> Korei Południowej czy Finlandii. Bez nich nie pomoże ani Keynes ani Friedman.

wiedza ogolna jest dosc istotna szczegulnie jesli chce sie nawiazac dyskusje z
obcokrajowcami, ale nadmiar jej jest ZASMIECANIEM glowy. po kiego nam znajomosc
nazw rzek, planet, stolic, roslin, pierwiastkow itp jesli tego nigdy nie
wykozystujemy!??! i co z tego ze wykulem nawy i symbole pierwiastkow w 8 klasie
jesli tej wiedzy nie uzylem nawet raz!!! ja mysle ze nadmiar wiedzy ogolnej
jest problemem w polsce. 21 wiek to specjalizacja. nie sposob aby przecietniak
wiedzial wszystko! nie mowie aby zaniechac nauczanie podstaw chemi, fizyki,
histori czy biologi ale sa pewne granice.
edukacja polska jaka ja poznalem to ksiazkowa rabanka na pamiec. POLSKA
EDUKACJA NIE UCZY MYSLENIA ALE WKUWANIA NA PAMIEC! pamiec jest wazne ale co po
informacji jesli sie nie umie jej wykorzystac




Temat: IMPREZY, KONCERTY CZY WYSTAWY ARABSKIE
TERRA 6/7-08 VIII Festiwal Slajdów Podróżniczych
www.terra.waw.pl/terraincognita.html
TUNEZJA:
Sobota, 6 grudnia 2008

godzina 11.00 - 12.30
TUNEZJA - W POSZUKIWANIU DŻINÓW I PRZYGÓD
Anna Olej-Kobus i Krzysztof Kobus

Bismillahi Rahmani Rahim! W imię Allaha Najwyższego - rozpocznijmy
tę podróż! Jednak czy prawdziwemu podróżnikowi przystoi jechać na
wyprawę, by na plaży popijać drinki z palemką? Ale kto powiedział,
że Tunezja to tylko plaże? Wystarczą zaledwie trzy godziny lotu
samolotem, by przenieść się w świat arabskiej baśni z tysiąca i
jednej nocy - pełnej barw, muzyki i orientalnego klimatu. Dawna
rzymska prowincja Africa (od której nazwę wziął cały kontynent)
zauroczyła Odyseusza, zaś dziś przyciąga egzotycznymi krajobrazami i
mozaiką kultur. Podczas pokazu wyruszymy by odkryć sekrety górskich
oaz, spotkać Czerwoną Jaszczurkę i Ekspres do Allaha, zmierzyć się z
Saharą, przespacerować się po antycznych mozaikach i sprawdzić co
pozostało po kręconych tu Gwiezdych Wojnach i Quo Vadis. Odwiedzimy
też współczesnych troglodytów, malownicze warowne ksary, błękitno-
białe miasteczko Sidi Bou Said a także przekonamy się, czy udało się
zniszczyć Kartaginę. Kraj ten tak nas zauroczył, że wróciliśmy tu po
pół roku, jak zwykle w towarzystwie małych podróżników: trzyletniego
Michasia i półtorarocznego Stasia wraz z nimi pracując nad
albumem "Tunezja".
Więcej o wyprawie na stronie: www.malypodroznik.pl

godzina 13.30 - 15.00
WIELKI BŁĘKIT - FASCYNUJĄCY PODWODNY ŚWIAT
Darek Sepioło

Morza i oceany stanowią 70% powierzchni Ziemi. Większość naszej
planety to świat z pozoru niedostępny dla człowieka. Jednak o tym,
że tak nie jest każdego roku przekonuje się coraz więcej ludzi. Pod
powierzchnią znajduje się bowiem świat tak ciekawy i inspirujący, że
przyciąga coraz więcej pasjonatów. Każdego dnia odkrywanych jest
kilkanaście nowych gatunków morskich zwierząt i roślin. Niespotykane
kształty i kolory na powierzchni ziemi, pod wodą są codziennością.
Nigdzie na ziemi nie mamy możliwości tak bliskiego kontaktu z dziką
przyrodą. W podwodnym świecie jesteśmy gośćmi, a zwierzęta morskie
nie znając człowieka, często po prostu ignorują jego obecność.
Dzięki temu mamy niepowtarzalną okazję przyglądać się z bliska
niezwykłym stworzeniom.
Zapraszamy Państwa na pokaz slajdów Darka Sepioło
zatytułowany "Wielki Błękit", który jest owocem jego wieloletniej
fascynacji podwodnym światem. Wyruszymy w podróż po najpiękniejszych
rafach koralowych na świecie, zajrzymy do wnętrza tajemniczych
wraków i poznamy ich niezwykłe historie, odkryjemy również magiczne
wnętrza zalanych jaskiń, które są największym wyzwaniem dla nurków.




Temat: Senat przyjął ustawę o biopaliwach
Dlaczego BIO-PALIW nie proponuje się ELEKTROWNIOM
To dla tych, którzy nie widzą ekonomicznego nonsensu w temacie "biopaliw" .

Ustawa o bio-paliwach jest zalosnie GLUPIA, bo w energetycznym przeliczniku,
etanol kosztuje 3 RAZY wiecej niz paliwo z ropy. Rozumiesz ? 3 RAZY więcej !
Krotkie pytanie : dlaczego czerwoni nie wystapili z ustawa "bio-paliwa dla
elektrowni i elektrocieplowni" ? W Polsce w różnych piecach, ciepłowniach i
elektrowniach, spala się kilkadziesiąt mln ton węgla, węgiel zawarty w
spalanych paliwach samochodowych to ok. 10mln ton.
Przeciez to zboze, rzepak(NAWET ZE LODYGAMI) czy najlepiej wiklina, drewno,
moglyby byc NATYCHMIAST spalane w elektrowni, bez KOSZTOWNEGO procesu
przerobki na etanol . A przeróbka ziarna na etanol wymaga spalania węgla !!!
Przeciętny "zdroworozsądkowy" żachnąłby się widząc palacza sypiacego do pieca
ziarno zbożowe. Rzekłby : JAKIE MARNOTRAWSTWO !
W tym durnym przypadku, to (zdawałoby się... cenne) ziarno wymaga jeszcze
spalania węgla i dużego nakładu pracy, aby stało się ... paliwem do ...
spalenia. Rozumiesz ? Aby z drogiego ziarna zrobić jeszcze droższe paliwo ...
trzeba spalać węgiel !

No , dlaczego "ekolodzy" i ekonomiczni imbecyle forsują DROGIE bio-paliwo dla
aut a nie dużo tańszą SŁOMĘ , WIKLINĘ (też bio) dla pieców, ciepłowni i
elektrowni ???
Krotka odpowiedz : paliwo dla elektrowni nie ma przypieprzych 200% podatków na
cene i caly cyrk podrozenia paliwa bylby widoczny jak na dloni !!! A kazdy
czerwony nauczyl sie, gdzie jest kasa i jak mieszac, aby KRADZIEZ na wielka
skale nazwac "Byznesem" .
Rozumiesz ? 1% słomy lub wikliny dodawanej do węgla w elektrowniach i piecach
daje DUŻO WIĘKSZY efekt w zmiejszeniu spalania węgla kopalnego niż 7% spirytusu
dodawanego do benzyny .

Gość portalu: pingwin napisał(a):
> zobacz czysty spirytus moze tez byc paliwem. zalety moze miec takie.
> 1. spalajac sie nie wydziela swiazkow siarki, i innych syfow

Słoma i wiklina nie wydziela. Do produkcji spirytusu musisz spalać węgiel !

> 2. dwutlenek wegla ze spalonego spirytu zamienia sie na tlen w
> ciagu roku (rosliny hodowane na paliwo zamieniaja go na tlen)

No, i nie prościej było pomyśleć od razu o prostych bio-paliwach, a nie o
przekręcie z "naturalnym paliwem" pod nazwą spirytus.

> 3. alkohol mozna dodac do benzyny i samochod caly czas bedzie
> jezdzil, tak jak moj.
> czy niszczy mi samochod? NIE WIEM, mozliwe.

Słoma i wiklina dodana do węgla na pewno nie niszczy pieców .

> jesli ludzie sie czegos
> obawiaja powinno sie ich zachecac a nie zmuszac. jakby np
> odnizyli podatki (akcyze) na biopaliwa i dali ludziom wybor to
> wszyscy by kupowali, bo tansze. ale nie oni wola (politycy)
> testowac czy narod bedzie o tym pamietal na wyborach czy nie.
> coz polska dziwny kraj jak to mowia indianie.

No i tego nie rozumiesz. Właśnie "nalezy" jeszcze bardziej podnieść akcyzę na
benzynę, aby "wszyscy widzieli", że spirytus bez akcyzy jest ... "w tej samej
cenie" . Już rozumiesz ?




Temat: musze schudnac
Zapraszam do wątków nr 95 i 139 „Jak schudnąć wiosną i nie utyć jesienią”,
gdzie szczegółowo opisałam zdrową dietę odchudzającą. Uważa się, że zdrowo jest
chudnąć w tempie około 4kg na miesiąc. Ważne jest, aby po schudnięciu utrzymać
tę nową masę ciała i aby nie przytyć ponownie. Ogólnie w schudnięciu pomaga
zastąpienie tłustych produktów mięsnych i mlecznych chudymi odpowiednikami,
ograniczenie ilości tłuszczu używanego do przygotowywania posiłków,
zrezygnowanie ze słodyczy, cukru, słodkich napojów orzeźwiających. Należy
unikać produktów smażonych, i przekąsek typu chipsy, snacki, krakersy, paluszki
słone.I –dużo ruchu.
Ważnym zagadnieniem jest przestawienie się na inny, niż dotychczas sposób
żywienia nie tylko w czasie odchudzania, ale i po jego zakończeniu. Właściwy
model żywienia pozwoli zachować efekty schudnięcia i nie dopuści do kolejnego
przybrania na wadze.
Właściwy dobór produktów
Odchudzając się należy zwrócić szczególną uwagę na dobór spożywanych
produktów, żeby nie dopuścić do niedoborów składników odżywczych. Nie wystarczy
tylko ograniczyć ilość spożywanych kalorii i tłuszczu, ale organizmowi należy
dostarczyć odpowiedniej ilość białka, niezbędnych nienasyconych kwasów
tłuszczowych, węglowodanów złożonych, witamin, składników mineralnych,
błonnika.
Brak poszczególnych witamin, składników mineralnych i innych substancji
odżywczych może niekorzystnie odbić się na zdrowiu a także na urodzie. Aby
zeszczupleć i zachować ładne włosy, paznokcie, cerę należy przywiązywać wagę do
tego, co się je. Każdy produkt spożywczy zawiera różne składniki, w
różnych proporcjach. Nie ma produktów „idealnych”, dostarczających wszystkiego,
czego organizm człowieka potrzebuje.
Dlatego zgodnie z zasadami racjonalnego żywienia nie poleca się diet
jednostronnych, ale takie, w skład których wchodzą produkty dostarczające
wszystkich potrzebnych organizmowi składników. Im bardziej będzie urozmaicona
dieta, tym więcej cennych składników dotrze do organizmu i będzie on mógł
funkcjonować bez przeszkód.
Ułożenie prawidłowej diety przypomina układanie „puzzli”, jeśli zabraknie
jednego nawet elementu, obraz nie jest pełny i podobnie w organizmie – głód
zastał zaspokojony, ustrój funkcjonuje, ale niedobór jakiegoś składnika
odżywczego sprawia, że któryś z narządów odczuwa jego brak.
Żywność podzielona jest na grupy, które określa się nazwą grupy produktów
spożywczych.
Wyróżniamy następujące grupy: produkty zbożowe; warzywa; owoce; mleko i
produkty mleczne; mięso (drób, wędliny, ryby) i jego białkowe zamienniki
(fasola, groch, soja, soczewica) oraz tłuszcze.
Produkty z każdej z tych grup dostarczają innych składników pokarmowych.
Codziennie należy spożywać różne produkty z danej grupy. Jeśli nie jesz mięsa
ani ryb można zamiast nich jeść dania z nasion roślin strączkowych: z fasoli,
soi, soczewicy, grochu,a czasem z sera białego. Ale należy unikać potraw
smażonych, bo zawierają one dużo tłuszczu.
Aby dostarczyć organizmowi odpowiedniej ilości witamin, soli mineralnych i
błonnika przy zmniejszonej, w diecie redukcyjnej, ilości spożywanego
pożywienia, należy wybierać produkty o jak największej wartości odżywczej.
Dlatego w diecie odchudzającej bardzo ważny jest właściwy dobór produktów w
ramach danej grupy. Życzę sukcesu. Pozdrawiam




Temat: Początkująca - proszę o porady
ja już pisałam, jakie rybki, ale co mi tam ;)
się powtórzę :D

koniecznie odczekaj z kupowaniem rybek co najmniej ze 3 tygodnie od zalania
akwarium i włączeniu sprzętu - w tym czasie spokojnie sobie możesz nabyć i
posadzić rośliny

a jakie rybki? zgadzam się z przedmówcami ;) - ze względu na dzieci koniecznie
spokojne, nic co trzeba żywym pokarmem karmić itp.
wyżej proponowałam po parze mieczyków i molinezji - ale po zastanowieniu wyszło
mi, że to nie jest dobry pomysł, bo to co prawda ładne, spokojne i towarzyskie
rybki, ale są żyworodne i łatwo się rozmnażają, a to oznacza, że albo będziesz
mieć zabawę z odławianiem i odchowaniem narybku, albo zostawisz na żywioł, wtedy
większość młodych i tak przeżyje bo rodzą się spore i przy braku polujących na
nie drapieżnych rybek sobie poradzą - ale na pewno nie wszystkie, więc
dzieciakom będzie smutno
jeśli chcesz takich problemów uniknąć, to wybierz rybki, które do rozmnażania
wymagają specjalnych warunków, innych niż do "normalnego" życia, więc spokojnie
sobie będą żyły bez potomstwa - z wyborem takich rybek nie będzie problemów, bo
takich jest zdecydowanie więcej

ja szczerze polecam glonojady, zbrojniki albo syjamskie - u mnie każde
oglądające akwarium dziecko jest nimi zachwycone ;) są to mało wymagające rybki,
powinny tylko mieć jakiś korzeń albo łupinę kokosa jako źródło celulozy, której
potrzebują do trawienia
mogłabyś kupić np. dwa, najlepiej małe to sobie poobserwujecie jak rosną

poza tym kiryski - to wesołe i towarzyskie rybki, a przy tym pożyteczne bo
buszują po dnie, wznosząc przy tym opadłe zanieczyszczenia, co ułatwia pracę
filtra, kiryski są stadne, więc powinnaś kupić co najmniej 3, a najlepiej z 5

a co jeszcze? np. brzanki, ja jestem nimi od jakiegoś czasu zafascynowana, mam
po 5 mszystych, brokatowych, czerwonych i wysmukłych - ale tylu nie kupuj! ja
mogę bo mam 240 litrowy zbiornik ;), Ty mogłabyś wybrać jeden gatunek, np.
mszyste, nie rosną duże, a są piękne, ciemnozielone

tu możesz sobie poczytać o rybkach, a niektóre też pooglądać:
www.akwarium.mud.pl/rybykarp.html
to tylko przykład, bo dobrych stron o rybkach jest dużo

a w ogóle to NIGDY nie kupuj rybki polegając na zdaniu sprzedawcy! im zwykle
zależy wyłącznie na zysku, rzadko na rybkach, więc jeśli nie masz
zaprzyjaźnionego prawdziwego akwarysty, to zawsze jak Ci się jakaś rybka w
sklepie spodoba zapamiętaj jej nazwę i poczytaj o niej, a kupuj dopiero jak się
upewnisz, że nadaje się do Twojego akwarium, czyli że masz odpowiednie warunki i
może żyć w zgodzie z innymi Twoimi rybami

przepraszam, jeśli to co piszę jest dla Ciebie oczywiste, dla mnie nie było i na
początku mojej przygody z akwarium kretynka w sklepie sprzedała mi 2 małe sumy
rekinie (dorastają do 30 cm i więcej) i 2 welonki do 15 litrowego akwarium, ja
sądziłam naiwnie, że przecież ona wie co robi... na szczęście szybko kupiłam
większe akwarium i rybki przeżyły - ale takie podejście sprzedawców jest
niestety normą, dla nich ryby to towar, który trzeba sprzedać, nic poza tym :(




Temat: Jadę do rodziny w Algierii - jak tam jest ?
Nie wiem, jak co i ile kosztuje w Algierze i we wschodniej Algierii. Wydaje się, że w Oranie i Arzew nie jest tak drogo jak opisuje Ada. Relacje kursowe dwa tygodnie temu były następujące:

USD = 71.50-73.00 DZD
EUR = 99.00-102.50 DZD
Przyjmij na dzisiaj średni kurs między złotówką i dinarem na poziomie 26-27 DZD/1 PLN

Poniżej wrzucam ceny z ostatnich miesięcy z Oranu, Ain-El-Baya, Arzew czy Charakka gdzie robiłem zakupy w zwykłych sklepach spożywczych, czy też typu „supermarket” aczkolwiek nie jest to nazwa adekwatna do tego co supermarketem nazywa się w Europie..

Telefon komórkowy: zakup już od 2000 DZD do 5000-6000 DZ
W moim przypadku, 1000 Dinarowa karta wystarcza na rozmowy z Polską na okres 4-5 dni po 12-15 minut dziennie. (Sieć Ndjema)

- bułka typu bagietka – 8 DZD
- chleb typu „libański” (okrągły placek – paczkowany po 4 sztuki) – 25 DZD
- podkłady do pizzy (pakowane po 4 sztuki) – 40-60 DZD
- ciastko – 10 DZD
- lody z automatu – 10 DZD
- jajka – 50-60 DZD/tuzin
- jogurt naturalny 80g – 12 DZD
- masło francuskie 220g – 275 DZD
- corn flakes Kellogg duże opakowanie 320-370 DZD (nawet spory wybor, głównie o smaku czekoladowym)
- biszkopty, herbatniki, wafelki nadziewane, generalnie słodycze – 40-120 DZD (zależnie od opakowania)
- dżemy truskawkowe, śliwkowe, morelowe (głównie hiszpańskie) - 160-230 DZD/słoik
- kawa Nescaffe Gold, Jacobs itd., 200g – 200-280 DZD/opakowanie
- herbata Earl Grey – 325 DZD/100 torebek
- herbata owocowa i pozostała 120-150 DZD/opakowanie
- sery typu Brie i Camembert (lokalne bardzo dobre, nie ustępują w niczym francuskim) 130-220 DZD/opakowanie 180-220 g
- sery twarde Gryere i zbliżone – 600-790 DZD/kilogram
- sardynki hiszpańskie, portugalskie, tunezyjskie – 90-140 DZD/puszka
- tuńczyk (duzy wybor – puszki od 110 do 180 g) 135-200 DZD/puszka (ale można tez kupic w supermarketach duże puchy 880g za 6650 DZD
- serwetki śniadaniowe/higieniczne – opakowanie 200 sztuk 50-70 DZD
-oliwki czarne (na wagę z beczki) 135 DZD/kg
- oliwki zielone (na wagę z beczki) 200 DZD/kg
- male cebulki w marynacie (z beczki) 100 DZD/kg
- wolowina import Brazylia/Argentyna – 450-600 DZD/kg

- duza patelnia dia 32cm – import Wlochy: 375 DZD
- garnki 1litr – 1.5 litr – 240-320 DZD/sztuka
- gazeta codzienna – 10 DZD/sztuka

Za zakupione hurtem warzywa jak niżej:
Pomidory 1-1.25 kg
Ogórki – 3-4 sztuki
Papryka zielona około 1 kg
Papryka mała ostra (harr) – 4-5 sztuk
Bakłażany – 1-2 sztuki
Cebula – 1.2-1.5 kg
Kalafior średni – 1 sztuka
Marchewka – 0.5-0.7 kg
1 główka zielonej sałaty

Płacę na targu warzywnym w Charakka lub w Arzew każdorazowo w przedziale 300-400 DZD. Niestety, warzywa są gatunkowo słabe i z wyglądu mało zachęcające. Tutejsza kultura rolna stoi bardzo nisko i jest daleko za europejską. To bardzo dziwi, jeżeli weźmie się pod uwagę warunki klimatyczne dla kultywacji roślin i zbóż jakie istnieją w Algierii.

Czekolada w Algierii jest, ale jest podłego gatunku (raczej jak nasze dawne czekoladopodbne) i wszyscy otwarcie narzekają. Nasze 100g tabliczki „wedlowskie” czy też „Wawel” w cenie 2.15- 2.65 zł/tabliczka robią tutaj furorę i jeśli mogę doradzić, to zaopatrz się przed wyjazdem w odpowiednią ich ilość aby mieć na prezenty. Ja tak robię.

Alkohole:
- piwo lokalne – zgrzewka z 24 puszek malych 0.33l – 2000 DZD/zgrzewka
- wino czerwone Couteau de Tlemcen, Couteau de Macara, Couteau de Mamougnia –
butelka 0.7l – 300-350 DZD/butelka (wina algierskie są bardzo dobre i w niczym nie ustępują wielu gatunkom win francuskich czy hiszpańskich)
- wódka Smirnoff 1 litr – 3000 DZD/butelka
- whisky Johny Walker red label 1 liter – 3000 DZD/butelka
- gin Beefighter 1 litr – 3000 DZD/butelka

Wiecej informacji będę mógł podać po 1-ym lipca.
Pozdrowienia




Temat: Ściąga dla Zagadkowiczów :) - dotychczasowe Serie
Seria 17
1. Nad czyją głową pojawiła się aureola, którą zobaczyło ‘na własne
oczy’ i ‘jak na dłoni’ kilka osób?
2. W którym utworze Poirot przedstawił swoją jedyną porażkę jako
detektywa?
3. Ojciec której bohaterki z powieści Agathy był fizykiem?
4. Jak nazywał się hodowca dyni, sąsiad doktora Shepparda?
5. Która z postaci u Agathy nazwała inną pawiem?
6. W której powieści Agatha zdradziła tożsamość morderców z czterech
innych swoich kryminałów?
7. Komu Poirot pokazał narzędzie zbrodni, opisanej w innym utworze
Agathy?
8. W której powieści bohater zobaczył w lustrze swojego sobowtóra?
9. W której powieści dziewczęta miały szansę zobaczyć w lusterku
swoich przyszłych mężów?
10. W których tytułach opowiadań Agathy pojawiły się nazwy zwierząt?
11. Komu miał udzielić ślubu archidiakon Brabazon?
12. W której powieści Hercules Poirot kupował pończochy?
13. Ile trwał lot z Londynu do Bagdadu?
14. Do kogo poszła panna Marple w różowym turbanie na głowie?
15. Kto wyszedł z domu bez torebki i co było przyczyną takiego
zachowania?
16. Która bohaterka z książki Agathy miała w czarnej jedwabnej
torebce: „nieźle wypchany portfel, kilka monet luzem, wytworną
koronkową chusteczkę bez żadnego monogramu i bilet powrotny
pierwszej klasy do Londynu”?
17. Kto miał w torebce tylko jedną wizytówkę?
18. Kto trzymał w szafie: parę wioseł z okuciami, dziesięć czy
dwanaście kłów hipopotamów, wędki z żyłkami i różne przybory do
łowienia ryb, łącznie z zestawem much na przynętę, worek kijów
golfowych, rakietę tenisową, wypchaną i oprawioną nogę słonia oraz
tygrysią skórę?
19. Kto ‘od samego początku nie znosił tej przeklętej żyrafy’?
20. Która bohaterka powieści Agathy chciała urządzić sobie łazienkę
z olbrzymią wanną, ‘w której można udawać, że się jest na morzu, a
także bawić się łódeczkami i malowanymi kaczuszkami’?
21. Która panna lubiła zapach prosiąt?
22. W której powieści Agathy Hercules Poirot odmówił udzielenia
pomocy osobie, która potem zginęła?
23. Kogo Hercules Poirot nauczył robić omlety?
24. Czyim wujkiem był biskup kolonialny Languao?
25. Kto nazwał pannę Marple ‘wścibską starszą panią’, ‘niebezpieczną
jak żmija’?
26. „Masz chyba rację, co do Hiszpanii: to będzie pierwszy kraj, do
którego pojedziemy. I musisz mnie zaprowadzić na walkę byków. To
musi być cudowne. Ale ja wolałabym, żeby to byk zabijał toreadora, a
nie odwrotnie. Rozumiem, co czuły rzymskie kobiety, patrząc na
umierających gladiatorów. Ludzie warci są niewiele, ale zwierzęta są
wspaniałe!” – Kto wypowiedział te słowa?
27. Jaka roślina rosła za oknem laboratorium Mereditha Blake`a?



Temat: Świtem bladym przy aromatycznej kawie
mała dygresja historyczno - encyklopedyczna ;-)))
A oto częsć tekstu z Małej Encyklopedii Swiata Arabskiego . Prawda że
ciekawe . ;-))

Kawa – arab ; kahwa , nasiona kawowca , rośliny drzewiastej uprawianej w
ciepłych krajach : Abisynii , Angoli , Mozambiku i in. Najdawniej uprawiany
gatunek kawy to coffe arabica , używany jako napój w Arabii w XIII w. ....
powszechnie przyjmowana jest hipoteza , że europejski wyraz cafe itp. . powstał
z arab . kahwa . Bardziej prawdopodobna wydaje się hipoteza , że wywodzi się on
od nazwy prowincji abisyńskiej , Koffa . jeśli chodzi o pochodzenie wyrazu
arabskiego . , arabowie mają na ten temat kilka hipotez , a mianowicie :
1. Wyraz kahwa występował w poezji staroarabskiej na oznaczenie wina .
Stąd przejęła go kawa , jako napój posiadający właściwości ożywiające ;
2. Kawa była pierwotnie napojem mistyków muzułmańskich , którzy przy jej
piciu mieli wykrzykiwać jedno z imion Allaha , „ Kawi „ ( Mocny) ;
3. Wyraz kahwa wywodzi się od staroarabskiego rdzenia „ k-h-w” , który
oznaczał wstrzymywanie się od jedzenia z powodu braku apetytu .

Zwyczaj picia kawy rozpowszechnił się początkowo na terenie Jemenu , dokąd
przybył z przypuszczalnie z Abisynii . Pierwszą wzmiankę o kawie spotykamy w X
wiecznym dziele Ibn ‘Abd al.-Dżafara . podaje on , że niektórzy mistycy suficcy
używają kawy jako środka ułatwiającego im uciążliwe praktyki ascetyczne i nocne
modlitwy . Popularność zyskała kwa kilka wieków później . Ojcem i patronem jej
picia nazywają Arabowie ‘Alego ibn ‘ Umara asz-Szadhili , twórcę sekty
sufickiej , szadhilijja . Do dziś w niektórych częściach Algieru jako synonim
wyrazu kahwa występuje szadhilijja . Pierwszym poetą , który napisał kasydę na
cześć kawy , był ‘Abd al.-Kadir Ajdarus ( zm. 1582) . Opisał on także sposób
parzenia tego napoju i ceremoniał picia go , zwany ratib . Ajdarus posunął się
tak daleko , że porównywał kawę do wody ze świętego źródła mekkańskiego
Zemzen . Wraz z sufimi kawa przeniosła się do Egiptu , a stamtąd do Turcji i
Persji . W XV i WVI wieku były już szeroko rozpowszechnione kawiarnie ( arab.
Bajt al.-kahwa ) . W kawiarniach tych spędzano czas na pogawędkach , słuchaniu
muzyki i grze w szachy . Uczęszczały również do nich kobiety .
Pierwszy zakaz picia kawy i jej sprzedaży został ogłoszony przez Radę Fakihów w
1511 roku . Jednakże został cofnięty w niedługi czas potem przez sułtana ,
który był amatorem tego napoju . Kawiarnie stały się ulubionym miejscem spotkań
uczonych i poetów . Zwano je maktab al-‘irfan ( szkołą świadomości ) .
Prowadzone w nich dyskusje polityczne rzadko kiedy pochwalały aktualny system
rządzenia . Dlatego też wielu sułtanów , jak Murad III ( 1574- 1595) , Ahmad IV
( 1603-1617) czy Murad IV ( 1623-1640) , wydawało zakazy prowadzenia kawiarń
czy picia kawy . Zwyczaj ten był jednak tak rozpowszechniony że zakazy
pozostawały tylko nominalne .

Pozdrawiam
mian




Temat: Co lubię w Bydzi...
Ispan :
„Na moich znajomych też ogromne wrażenie zrobił ten obiekt! Jedni z nich
zrobili
w Bydzi zdjęcia w trzech miejscach - kamienica z McD na pl.Wolności, BreBank,
i właśnie Bazylika.”

-Do Bazyliki proponuję udać się drugi raz, przy najbliższej okazji (gdy zmrok
zapada szybko ), z gośćmi. Ale tym razem gdy będzie zmierzchało . Raz ,ze z
zewnątrz założono iluminację .Dwa – wnętrza . Trzy –wnętrza . Cztery –
wnętrza .W dzień żywa kolorystyka wnętrza kopuły i kasetony (projekt wnętrz
jest autorstwa profesora Zina z Krakowa -tego od „Piórkiem i węglem” ) robi
takie sobie wrażenie .Natomiast w półmroku ,gdy się stanie na środku i popatrzy
w górę ...
Nieprawdopodobne...
Ale nie będę opisywał .Sprawdzimy ,czy będziesz czuł to samo : ))
Polecam w każdym razie.

„Szkoda tylko że głównym obiektem dominującym na zdjęciu stała
się ... betonowa lampa!!!! „

-Jaki fotograf takie zdjęcie : )))))))))
Zrobiłem bazylice ostatnio sesje zdjęciową swoim cyfrowym
głupolem ,specjalnie ,dla żartu umieściłem na jednym w głównej roli tabliczkę z
nazwą ulicy .Jednak żadna lampa mi nie przeszkadzała .
Fakt ,ze te lampy nie są piękne : ( (

„W dodatku szybko trzeba pomyśleć o zburzeniu hal Zakładów Mięsnych i
stworzenia
pierzeji zamykającej Plac Ossolińskich. Byłby to największy plac W Bydzi i
chyba najładniejszy obok Starego Rynku i Pl. Wolności (choć bank PKO nie
zabardzo się wpasował). To dopiero byłby element miastotwórczy! I to jeszcze w
okolicy przyszłego miasateczka akademickiego!!!”

-Czyli ,co ? Ten plac miałby się ciągnąć do Fordonu ?
: )))
-Gdzie bank PKO co się nie wpasował ? Nie kojarzę .

Koniecznie tez zabierz następnym razem wycieczkowiczów do Zentrum . Mogę
podesłać ze dwa zdjęcia ,które powinny w znaczącym stopniu pobudzić apetyt na
doznania estetyczne : )

Swoją drogą ,podobnie wyrafinowany widok z okien musi być w SAVOY-u . Ciekawe
dlaczego nic o tym nie wiem ? Czy ten lokal w ogóle żyje w dzień ?

„Lubię też niesamowity klimat Starodrzewia na Wyspie Młyńskiej... I letni
ogródek Mózgu z przyjemnie brzmiącym pomrukiwaniem "innej" muzyki! No i
ten
wystrój -> zdjęcia + pęki zasuszonych roślin...
Gdyby nie ta rozbabrana budowa obok i miejskie garaże i transformatory
byłaby
bajka!”

-starodrzew –tak
-ogródek Mózgu –tak (a propos ,z tego co pamiętam to dwa razy zeszłego lata
forumowicze GW tam się zbierali ).
-spichrze Rottera to dramat .Tyle pieniędzy utopiono by rozbabrać i w efekcie
przyspieszyć proces zniszczenia i dewastacji .
-na Wyspę Młyńską trzeba również jakiś komleksowy konkurs urbanistyczno –
architektoniczny ,bo bałagan nie możliwy .
Trzeba traktować to miejsce jako jedną całość . Uporządkować funkcjonalnie . To
nie będzie jednak łatwe . Ten hotel chyba faktycznie nie miał szans powodzenia
jako hotel (nawet z galeriami )na taką skalę w mieście takim
jak Bydgoszcz. .
Chyba nalezałoby to zweryfikowac ,dodać np. kręgielnie,squasha czy
coś .Rozszerzyć program ,wyjść poza kulturę . Może zaryzykować jakieś knajpki
stylowe ,folklor w butikach (dom rzemiosła ? ) , Niech kultura będzie funkcją
dominującą ,ale nie jedyną . Bo tyle miejsca na kulturę to to miasto i za 100
lat nie będzie w stanie wykorzystać .
Tak mi się wydaję .
W mieście planuje budowę Carrefour . Może przeznaczyć wiekszość daniny od
hipermarketu na ratowanie niedoszłego hotelu (Jeżeli Budopol odstąpi część
udziałów miastu ) ? Sam Budopol nie udzwignie ciężaru inwestycji .




Temat: Telewizja Kablowa Kielce - co sądzicie o niej ?
A ja traktuję TKK jak odstresowywującą rozrywkę i na prawdę świetnie się bawię
(podobnie traktuję i TV TRWAM ale to inna bajka).

A pomysły jakie się w niej pojawiają są na prawdę rozkoszne. Przykładowo:

-Ktoś latem wpadł na pomysł żeby w TKK zrobić konkurs tematyczny. Tematem była
Bydgoszcz; tak więc z przyjemnością obejrzałem sobie konkurs wiedzy o
Bydgoszczy wsłuchując się w pytania na które ani ja (nigdy w Bydgoszczy nie
byłem), ani większość konkursowiczów nie znała odpowiedzi.

Obecne konkursy są też nie najgorsze tematyka co prawda się zmieniła (jest
ogólna,a ja nie doczekałem sie na konkurs wiedzy o Koluszkach, Jastarni czy
Nowym Targu)ale zabawa nie mniejsza. Na większość pytań prowadzący program
odpowiadają za konkursowicza natychmiast po skończeniu pytania. I jak tu nie
brać udziału?

-W nowej ramówce TKK pojawił się program "Rozmowy o warzywach" (albo coś
takiego; wymyślony przeze mnie tytuł w pełni oddaje tematykę). Redaktor
naczelny WSP W. Burzawa podejmuje w nim jakiegoś gościa którego upracie tytuje
doktorem i rozmawiają: o bobie (zajadając w międzyczasie bób więc z artykulacją
mają spore problemy i zrozumieć ich trudno), o ogórkach, pomidorach, a w
najbliższy piątek czy czawrtek tematem będzie papryka. A rozmowy są na prawde
pasjonujące (oczywiście gdy uda się zrozumieć o czym mówią w przerwach między
przerzuwaniem "tematu dnia") okazuje sie na przykład, że "bób był już zanany za
czasów faraońskich (sic!), a ziarna tej rośliny wkładano zmarłym w dłoń lub
usta żeby mieli czym zapłacić za podróż przez Styx". A ja głupi zawsze
myslałem, że ciek wodny o nazwie Styx pochodzi z mitologi greckiej, a zmarłym w
usta wkładano monety dla Charona.

- Kolejny program z nowej ramówki: "bez cięć, bez montażu, bez komentarza". I
kolejna zabawa bo wbrew tytuowi cięcia są, montaż (choć kiepski) jest, a
komentarz - choć go nie ma - to by się bardzo przydał bo kiedyś przez 15 minut
oglądałem jak około 10 osób wpatruje się w jakąś mętną wodę i wystającą z niej
linę zanim załapałem ze to materiał z wyciągania wraku Pantery z Nidy.

- No i na koniec "Wydarzenia Tygodnia" alias "Kielecki Tydzień". Dziennikarze z
kieleckich mediów (w tym i z GW) komentują razem z redaktorem naczelnym TKK co
stało się w minionym tygodniu. Komentarze są co prawda miałkie (dziennikarze
prześcigają się nie w komentowaniu a promowaniu własnych redakcji) za to WSP W.
Burzawa bryluje forsując jako tematy dyskusji własne (prywatne względnie
społeczne) przedsięwzięcia jak na przykład Walkę stowarzyszenia, do którego
należy o nietworzenie na ul. Zamkowej knajp ni kawiarni. Etyka i obiektywizm
pełną gebą.

Reasumując. TKK to na prawde dobra telewizja i oby zachowywała ten poziom jak
najdłużej (niżej zejść się niestety nie da chociaż kto wie?) dostarczając nam
rozrywki i radości przy której Monty Python jest godnym żałości sitcomem.



Temat: Napiszmy powieść
Znalazł je dopiero na Sienkiewicza, w „Policji”-restauracji, którą ktoś założył
w starym budynku komendy. Takie jak lubił. Nie za cienkie, z lekko
kwaskowatymi, nie przesłodzonymi konfiturami. Syty i zupełnie już pogodzony z
tym, co się wydarzyło w gmachu biblioteki poszedł na pobliską stację metra o
wdzięcznej nazwie „Czołg”.” Cholera, chyba rzeczywiście nadal tam stoi!?”-
pomyślał z lekkim zdziwieniem o archaicznym obiekcie, który był jedną z
większych atrakcji tej części miasta. Podobno, kiedy pogłaskało się lufę
wzrastała potencja...tak przynajmniej powszechnie wierzono. Miano go przenieść
i umieścić w muzeum, bo konserwator zabytków obawiał się, że z tej części
zabytku niedługo niewiele zostanie. Czytał o tym jeszcze w Maroku. Widać
wymyślili jakiś inny sposób zabezpieczenia czołgu przed zagłaskaniem go na
śmierć. Po drodze przez komunikator umówił się z Silnym i wyjaśnił mu jaką ma
sprawę. Silny był kiedyś szefem brygady terrorystycznej. Miał nawet
kategorię „S”, ale łomżyniacy złamali mu karierę wrabiając w jakieś afery, z
którymi tak naprawdę nie miał nic wspólnego. Po powrocie z wojny chińskiej w
ogóle zrezygnował ze służby i podobno wiódł spokojny żywot w swoim domu na
Pietraszach. O jego wyczynach krążyły legendy. Oczywiście tylko wśród
wtajemniczonych. Duke przejechał kilka stacji i wysiadł, kiedy spiker oznajmił
głębokim barytonem „Stare Pietrasze. Uwaga! Drzwi się otwierają”. Brzmiało to,
jak głos znanego przedwojennego spikera-często zmieniali taśmę z nagraniem.
Dyrekcja Metra urządzała cykliczny konkurs na te zapowiedzi. Duke pamiętał jak
w ubiegłym tygodniu, na życzenie większości pasażerów ten sam komunikat
wygłaszał Lord Vader.
W sklepie poprosił o butelkę Monastyrki i dziarsko pomaszerował uliczkami
osiedla w stronę domu Silnego. W powietrzu unosił się surowy zapach stygnącej
w czasie jesiennych chłodów ziemi, więdnących liści i dymu z polan palących się
na kominkach. Nacisnął dzwonek. Silny pojawił się po chwili. Wyszedł gdzieś z
głębi ogrodu. –„Cześć Duke. Wszyscy już są”
-Cześć Stefan-Duke uścisnął rękę Silnego i wręczył mu bez słów butelkę
Monastyrki

Silny zaprowadził go za dom. Grupka mężczyzn stała wokół jakiegoś drzewka.
Przy nich na ziemi leżały torby pełne sadzonek, cebulek i kłączy roślin

-No nie wiem. Ja bym owinął
-Paweł nie owinął i zmarzło...
-Ale kto widział owijać derenia...
-Może tylko trochę?
-No w sumie...
Duke trafił w sam środek jakiejś ożywionej ogrodniczej dyskusji.

-Koledzy są zapalonymi działkowiczami-wyjaśnił Silny i przedstawił go
zebranym. Najwidoczniej nie uprzedził ich o spotkaniu z Dukem, bo jeden z nich
podając mu rękę wyszeptał: „A niech mnie!”. Stali w milczeniu patrząc na
siebie badawczo. Ciszę przerwał trzepot skrzydeł. Na dachu pobliskiego domu
pojawiły się trzy dzikie kondory...
- To chyba będzie gorący weekend-powiedział Silny patrząc na drzewko, które
jeszcze przed chwilę było przedmiotem ożywionej debaty...




Temat: Wachsmann/Waxmann

Wagner Wilhelm (1848-1900)

Lekarz neurochirurg, botanik, zdobywca górskich szczytów

Urodził się 14 stycznia 1848 roku w Wohnbach w Hesji, w rodzinie pastora. Studia
medyczne podjął najpierw w Giessen, później zaś w Marburgu, gdzie w roku 1869
uzyskał stopień doktora nauk medycznych na podstawie rozprawy „Über die
Percussion des Magens nach Auftreibung mit Kohlensäure. Ein Beitrag zur Anatomie
und physikalischen Diagnostik”.

Bezpośrednio po ukończeniu studiów rozpoczął praktykę w uzdrowisku Neuheim w
Hesji. W roku 1870, po wybuchu wojny francusko-pruskiej, został powołany do
służby wojskowej, którą odbył w szpitalu wojskowym we Friedbergu. Po zwolnieniu
ze służby wojskowej pozostał we Friedbergu, gdzie, choć nigdy nie był asystentem
żadnego ze znanych chirurgów, zdobył sobie sławę zdolnego chirurga, czego
wyrazem było powołanie go na członka zarządu Niemieckiego Towarzystwa
Chirurgicznego. W roku 1871 ożenił się z Marią Herzberger, z którą miał czworo
(według niektórych źródeł pięcioro) dzieci.

W roku 1877 Wagner przyjechał wraz z rodziną do Królewskiej Huty, gdzie objął
wakujące stanowisko ordynatora oddziału chirurgicznego w Szpitalu Spółki
Brackiej. Jednocześnie rozpoczął też pracę w najstarszym szpitalu miejskim –
Szpitalu pod wezwaniem św. Jadwigi, który mieścił się wówczas na poddaszu jednej
z kamienic.

Uznanawany dziś za jednego z pionierów neurochirurgii Wagner zebrał bogate
doświadczenia w zakresie leczenia urazów kręgosłupa i rdzenia kręgowego, które
przedstawił wraz z Paulem Stolperem w dziele „Die Verletzungen der Wirbelsäule
und des Rückenmarks” (Stuttgart, 1898, Deutsche Chirurgie, Lfg. 40). Wprowadził
też do neurochirurgii technikę polegającą na operacyjnym otwarciu jamy czaszki
przez utworzenie płata kostno-powięziowego, składanego po zakończeniu operacji
(tzw. operacja Wagnera opisana przez niego m.in. w „Die temporäre Resection des
Schädeldaches an Stelle der Trepanation”, Centralblatt für Chirurgie, 1889). Był
nie tylko cenionym lekarzem, ale i zasłużonym działaczem społecznym – dzięki
jego staraniom powstało prywatne gimnazjum żeńskie w Królewskiej Hucie,
sanatorium dla górników i hutników w Goczałkowicach-Zdoju oraz
szpital-sanatorium dla chorych na płuca w Wodzisławiu. W uznaniu zasług w roku
1894 Wagner otrzymał tytuł tajnego radcy medycznego, zamieniony później na tytuł
profesora.

W wolnych chwilach Wagner chętnie wędrował po górach, wspinając się często m.in.
w Alpach i w Tatrach, gdzie przyczynił się do budowy istniejącego do dziś
Śląskiego Domu (Schlesierhaus, Slezský dům) w Wielickiej Dolinie i własnym
kosztem zbudował jedną ze ścieżek turystycznych ze Smokowca do Wodospadów
Zimnej Wody (Droga Wagnera, Wagner-Weg). Był członkiem i prezesem honorowym
Śląskiego Oddziału Węgierskiego Towarzystwa Karpackiego (Magyarországi
Kárpáttegyesület). August Otto, śląski badacz Tatr, po dokonaniu pierwszego
wejścia ma Litworowy Szczyt, nadał mu na cześć Wagnera nazwę Wagnerspitze (węg.
Wagner-csúcs).

Wagner zajmował się też botaniką i korespondował z wieloma ośrodkami
botanicznymi – okazy zebranych przez niego roślin zachowały się do dziś w
zbiorach zielnikowych we Wrocławiu, Getyndze, Berlinie-Dahlem, Kopenhadze,
Lejdzie, Cardiff, Edynburgu i Waszyngtonie.

Gdy w roku 1897 zachorowała ciężko żona Wagnera, on sam podjął się wykonania
operacji, która zakończyła się krwotokiem wewnętrznym i śmiercią żony. Wagner
załamał się po tym nieszczęściu i nigdy już nie odzyskał dawnej energii
życiowej. Zmarł wskutek wylewu 7 sierpnia 1900 roku w Królewskiej Hucie, gdzie
został też pochowany na cmentarzu ewangelickim. Na zachowanym do dziś nagrobku
widnieje napis „Miłość nigdy się nie kończy” (Die Liebe höret nimmer auf). Dla
upamiętnienia zasług Wagnera w roku 1908 w Królewskiej Hucie odsłonięty został
pomnik, którego twórcą był berliński rzeźbiarz Arnold Künne. Pomnik ten usunięto
w roku 1935, zaś nazwę placu Wagnera, na którym stał, zmieniono na plac Żwirki i
Wigury.




Temat: Zapomn.superdoktor w Königshütte? (ok.1870)
Wagner Wilhelm (1848-1900)

Lekarz neurochirurg, botanik, zdobywca górskich szczytów

Urodził się 14 stycznia 1848 roku w Wohnbach w Hesji, w rodzinie pastora. Studia
medyczne podjął najpierw w Giessen, później zaś w Marburgu, gdzie w roku 1869
uzyskał stopień doktora nauk medycznych na podstawie rozprawy „Über die
Percussion des Magens nach Auftreibung mit Kohlensäure. Ein Beitrag zur Anatomie
und physikalischen Diagnostik”.
Bezpośrednio po ukończeniu studiów rozpoczął praktykę w uzdrowisku Neuheim w
Hesji. W roku 1870, po wybuchu wojny francusko-pruskiej, został powołany do
służby wojskowej, którą odbył w szpitalu wojskowym we Friedbergu. Po zwolnieniu
ze służby wojskowej pozostał we Friedbergu, gdzie, choć nigdy nie był asystentem
żadnego ze znanych chirurgów, zdobył sobie sławę zdolnego chirurga, czego
wyrazem było powołanie go na członka zarządu Niemieckiego Towarzystwa
Chirurgicznego. W roku 1871 ożenił się z Marią Herzberger, z którą miał czworo
(według niektórych źródeł pięcioro) dzieci.
W roku 1877 Wagner przyjechał wraz z rodziną do Królewskiej Huty, gdzie objął
wakujące stanowisko ordynatora oddziału chirurgicznego w Szpitalu Spółki
Brackiej. Jednocześnie rozpoczął też pracę w najstarszym szpitalu miejskim –
Szpitalu pod wezwaniem św. Jadwigi, który mieścił się wówczas na poddaszu jednej
z kamienic.
Uznanawany dziś za jednego z pionierów neurochirurgii Wagner zebrał bogate
doświadczenia w zakresie leczenia urazów kręgosłupa i rdzenia kręgowego, które
przedstawił wraz z Paulem Stolperem w dziele „Die Verletzungen der Wirbelsäule
und des Rückenmarks” (Stuttgart, 1898, Deutsche Chirurgie, Lfg. 40). Wprowadził
też do neurochirurgii technikę polegającą na operacyjnym otwarciu jamy czaszki
przez utworzenie płata kostno-powięziowego, składanego po zakończeniu operacji
(tzw. operacja Wagnera opisana przez niego m.in. w „Die temporäre Resection des
Schädeldaches an Stelle der Trepanation”, Centralblatt für Chirurgie, 1889). Był
nie tylko cenionym lekarzem, ale i zasłużonym działaczem społecznym – dzięki
jego staraniom powstało prywatne gimnazjum żeńskie w Królewskiej Hucie,
sanatorium dla górników i hutników w Goczałkowicach-Zdoju oraz
szpital-sanatorium dla chorych na płuca w Wodzisławiu. W uznaniu zasług w roku
1894 Wagner otrzymał tytuł tajnego radcy medycznego, zamieniony później na tytuł
profesora.
W wolnych chwilach Wagner chętnie wędrował po górach, wspinając się często m.in.
w Alpach i w Tatrach, gdzie przyczynił się do budowy istniejącego do dziś
Śląskiego Domu (Schlesierhaus, Slezský dům) w Wielickiej Dolinie i własnym
kosztem zbudował jedną ze ścieżek turystycznych ze Smokowca do Wodospadów
Zimnej Wody (Droga Wagnera, Wagner-Weg). Był członkiem i prezesem honorowym
Śląskiego Oddziału Węgierskiego Towarzystwa Karpackiego (Magyarországi
Kárpáttegyesület). August Otto, śląski badacz Tatr, po dokonaniu pierwszego
wejścia ma Litworowy Szczyt, nadał mu na cześć Wagnera nazwę Wagnerspitze (węg.
Wagner-csúcs).
Wagner zajmował się też botaniką i korespondował z wieloma ośrodkami
botanicznymi – okazy zebranych przez niego roślin zachowały się do dziś w
zbiorach zielnikowych we Wrocławiu, Getyndze, Berlinie-Dahlem, Kopenhadze,
Lejdzie, Cardiff, Edynburgu i Waszyngtonie.
Gdy w roku 1897 zachorowała ciężko żona Wagnera, on sam podjął się wykonania
operacji, która zakończyła się krwotokiem wewnętrznym i śmiercią żony. Wagner
załamał się po tym nieszczęściu i nigdy już nie odzyskał dawnej energii
życiowej. Zmarł wskutek wylewu 7 sierpnia 1900 roku w Królewskiej Hucie, gdzie
został też pochowany na cmentarzu ewangelickim. Na zachowanym do dziś nagrobku
widnieje napis „Miłość nigdy się nie kończy” (Die Liebe höret nimmer auf). Dla
upamiętnienia zasług Wagnera w roku 1908 w Królewskiej Hucie odsłonięty został
pomnik, którego twórcą był berliński rzeźbiarz Arnold Künne. Pomnik ten usunięto
w roku 1935, zaś nazwę placu Wagnera, na którym stał, zmieniono na plac Żwirki i
Wigury.





Strona 3 z 3 • Znaleźliśmy 159 postów • 1, 2, 3  

Powered by WordPress. Design by Free WordPress Themes.