nazwy stanowisk w firmie

Czytasz wypowiedzi znalezione dla hasła: nazwy stanowisk w firmie





Temat: Karuzela stanowisk w płockim OLPP-c.d.
Karuzela stanowisk w płockim OLPP-c.d.
Karuzela stanowisk w państwowych spółkach paliwowych. Prezesem
zarządu Naftoserwisu został Grzegorz Rurarz, wcześniej kierujący
cateringiem w "Warsie". Stanowisko prokurenta spółki powierzono
Jerzemu Machejkowi - głównemu doradcy byłego premiera Leszka
Millera. Po krytycznych publikacjach prasowych, m.in. "Naszego
Dziennika", Machejek stracił szanse na fotel prezesa Naftoserwisu.

Jeszcze pod koniec kwietnia, kiedy Jerzy Machejek, doradca byłego
premiera Leszka Millera i skarbnik założonej przez niego partii
Lewica Polska, przechodził ze stanowiska dyrektora operacyjnego
Operatora Logistycznego Paliw Płynnych na "pełniącego obowiązki"
prezesa zarządu spółki-córki, czyli firmy Naftoserwis, wydawało się,
że skrót "p.o." przed nazwą stanowiska zniknie z jego wizytówki
bardzo szybko, a ogłoszony konkurs to tylko formalność. Planowano
już zlecenie druku specjalnych wizytówek, w których Machejek miał
figurować już jako prezes zarządu Naftoserwisu. Jak mówią nasi
informatorzy, Machejek przed powołaniem na fotel prezesa zarządu
Naftoserwisu dostał zezwolenie na przeprowadzenie "czystek"
kadrowych w firmie.
Ujawnione przez "Nasz Dziennik" praktyki w wykonaniu człowieka
Leszka Millera - zwalnianie ludzi, których podejrzewano o "prawicowe
poglądy" lub związki z PiS, nie pozostały jednak bez echa. Nie żeby
ktoś w resorcie Skarbu Państwa, które forowało Machejka na fotel
prezesa zarządu, przejmował się stylem kierowania przez niego firmą
i szykanowaniem pracowników. Jak wynika z naszych informacji,
kierownictwo nadrzędnego w stosunku do Naftoserwisu - OLPP i co za
tym idzie - Ministerstwo Skarbu Państwa prawdopodobnie zaniepokoiło
się skandalem związanym z pozwami do sądu pracy, złożonymi przez
zwolnionych pracowników.
- Parę dni po publikacji "Naszego Dziennika" Machejka odsunięto w
cień. Stał się zbyt widoczny medialnie, a jego poczynania nie
odpowiadały lansowanej przez Platformę Obywatelską
rzekomej "apolityczności" w spółkach Skarbu Państwa - mówi jeden z
naszych informatorów związany z OLPP.
Nie oznacza to jednak, że Jerzy Machejek - w latach 2001-2004 główny
doradca byłego premiera Leszka Millera, w okresie PRL dziennikarz
ściśle związany z komunistycznym aparatem władzy, w okresie stanu
wojennego prezes Klubu Dziennikarzy Studenckich w Łodzi, a później,
aż do 1990 r., publicysta "Głosu Robotniczego", organu KW PZPR w
Łodzi - definitywnie stracił szanse na kierownicze stanowisko w
podległej Skarbowi Państwa spółce. Według nieoficjalnych informacji,
już w najbliższych dniach ma zostać prokurentem Naftoserwisu. Pod
koniec ubiegłego tygodnia dotychczasowy prokurent Grzegorz Rurarz,
już po publikacji "Naszego Dziennika", został powołany na stanowisko
prezesa zarządu Naftoserwisu. Zdaniem części byłych pracowników
Naftoserwisu - ta nominacja ma na celu przede wszystkim wyciszenie
zainteresowania mediów; sam Rurarz na poprzednio zajmowane
stanowisko dyrektora handlowego powołany został jeszcze przez zarząd
spółki kojarzony z PiS.
- Przez pół roku pełnił funkcję dyrektora handlowego. Jeździł,
rozmawiał, kasował delegacje, ale żadnych wielkich, istotnych z
punktu widzenia interesu spółki kontraktów nie zawarł. On lubi ten
blichtr, jaki daje kierownicze stanowisko, ale pociągać za sznurki
będzie Machejek, jeśli zostanie prokurentem - uważa jeden z członków
byłego kierownictwa Naftoserwisu.
Mimo pozwów do sądu pracy złożonych przez zdymisjonowanych już
pracowników Naftoserwisu, do niedawna kolegów i współpracowników
Rurarza, nowy prezes będzie prawdopodobnie krył działania Machejka.
Już w ubiegłym tygodniu w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" pytany o
polityczny mobbing i szykany w firmie za poglądy, zapewniał, że nic
takiego nie miało miejsca.
- Jestem w firmie od października i nikt ze mną na ten temat nie
rozmawiał. Nie ma powodów, żeby był mobbing i szykany. Takich
sygnałów wewnątrz firmy nie mamy - zapewniał Rurarz.
Grzegorz Rurarz - nowy prezes zarządu Naftoserwisu - na
samodzielnym, kierowniczym stanowisku w państwowej firmie już
pracował. Tyle że była to branża znacznie odmienna od paliwowej.
Bowiem sprawował stanowisko prezesa firmy Wars Catering - spółki-
córki Wars SA, skąd musiał odejść w 2005 roku. Jak wynika z
niektórych źródeł - m.in. portalu "Infokolej - Niezależne Forum
Kolejowe" - dymisja Rurarza z funkcji prezesa Wars Catering
spowodowana była podejrzeniami o niegospodarność i bałagan
organizacyjny.
Wojciech Wybranowski-Nasz Dziennik 20.05.2008






Temat: Praca dla architektów w Irlandii
Nomenklatura
Nazewnictwo jest bardzo wazne.
Sam sie na tym nacialem, zamiast ten zargon poznac wczesniej udawalem wielkiego
projektanta. Kupe resume wyslalem, zanim sie ktos odezwal.

Im wieksze biuro tym bardziej wazna hierarchia. W zasadzie kazda firma ustala
sobie sama hierarchie i nazewnictwo. Ale w przypadku egzotycznego kandydata to
czasami jedyna szansa wstepnego oszacowania deklarowanego poziomu kwalifikacji.
W malych firmach podchodza do sprawy luzniej a tez trudniej im znalezc
kogokolwiek do pracy, ale szef z reguly swoja praktyke odbywal w duzej firmie i
dysponuje tym samym slownikiem, wiec bezwiednie go uzywa.
Polecam rozne serwisy z wycena, gdzie dodany jest slowniczek:

swz.salary.com/salarywizard/layoutscripts/swzl_titleselect.asp?narrowdesc=Architecture&frmaction=&clickwatchname=&search=&narrowcode=DD01&zipco
de=&metrocode=&wizardtype=1&x=38&y=7
Kliknij "Read Job description".
www.e-architect.com/career/jobboard/categories.asp
www.architects-online.org/useastern_region_salary_survey.htm
Wszystko jest znormalizowane: takie i takie doswiadczenie i obowiazki= taki i
taki stopien zawodowy = takie i takie zarobki. Wszystko powiazane ze soba.

Wpiszesz CAD drafter, a z Twojego resume wynika, zes ty jest raczej Architect
IV - nie przyjma cie do pracy, bo zwiazki zawodowe moglyby zaprotestuja, ze ci
placi za malo. (akurat w przypadku architektow to sie chyba nie zdarzylo
jeszcze nigdy)

A oto podstawowy blad, ktory sam popelnilem na poczatku:
W resume kandydat pisze "project manager architect" albo cos podobnie
wynioslego i ma wpisane, dajmy na to, osiem albo dziesiec lat doswiadczenia.
Wypisane obowiazki od gory do dolu strony (bo w malej dwuosobowej
pracowni "Bambo" w swoim prowincjonalnym kraju zajmowal sie po trochu
wszystkim - nawet kilka razy rozmawial z klientem) - wpisane "client coaching
and consulting", wiec tym bardziej konfuzja, bo nazwa firmy nic potencjalnemu
pracodawcy nie mowi. Resume puste i ogolnikowe (akurat sie kilka gladkich zdan
zmiescilo przepisanych z Internetu, a wszedzie pisali, zeby nie pisac wiecej
niz jedna strone)
Delikwent duka troche po angielsku ale brak z nim jakiegokolwiek porozumienia
na platformie zawodowej - do tego trzeba znac zargon zawodowy, a tego nie da
sie nigdzie w krajach nieangielskojezycznych nauczyc.
Wiec nieszczesny pracodawca mysli sobie: no tak, ma tyle doswiadczenia, jest
project manager, musialbym mu zaplacic wedlug cennika tyle i tyle, a przeciez z
nim nawet dogadac sie nawet nie da...W ogole mi pracy z glowy nie zdejmie, a ja
przeciez potrzebuje kogos, kto mi pracy ujmie a nie doda...
I dziekuje grzecznie. Do widzenia. Zadzwonimy, zawiadomimy...Good luck...

Inny przyklad: mialem ostatnio kolege Brazylijczyka, ktory poprosil mnie zebym
mu resume sprawdzil. Wpisal sobie w zasadzie wszystko: i rysowal i nadzory
budowlane robil i jeszcze projektem dyrektorowal. Ale firma, w ktorej pracowal
byla powazna, kilkudziesiecioosobowa, wiec zadalem pytanie o ramy czasowe:
kiedy czym sie zajmowal w przeciagu tych trzech lat pracy w jednej firmie.
Spodziewalem sie jakiegos logicznego ciagu: najpierw rysowal, potem go
awansowali.. etc. A ten odpowiada, ze wszystko jednoczesnie. Wiec pytam jak to
mozliwe, zeby jedna firma zatrudniala go jednoczesnie na tak roznych
stanowiskach - wedle jakiej stawki mu wiec placili? Dyrektora czy kreslarza?
A ten nie rozumie - mowi, no u nas tak po prostu bylo - taka nieformalna
struktura. Ale to (ze akurat u niego w firmie byla taka pozioma struktura) to
musialem od niego na mekach wyciagac. W ogole nie rozumial o co mi chodzi. W
Polsce podobnie - nawet w duzych firmach kazdy robi wszystko, jak trzeba to
jeszcze za kierowce szefa robi i wieczorem za struza sie najmuje. Ale w realnym
kapitalizmie nielatwo to zrozumiec. Tutaj robi sie "od-do" i koniec. Zakres
obowiazkow wyznaczony kontraktem.

Szczerosc, szczerosc sie oplaca - opisac w jednostkach: ilosc osob w firmie,
precyzyjne daty, kubatury, budzet projektow, ilosc godzin, znajomosc jezyka w
jakiejsc skali (np. 1-10). Taki dokument moze byc nawet baardzo dlugi - jezeli
pojawia sie juz jako drugi papier, przy rozmowie, albo umieszczony w Internecie
pod linkiem umieszczonym w resume. I rysunki. Zwlaszcza detale budowlane. Bez
zargonu te rysunki to jedyny jezyk kontaktowy.

-
Pozdrawiam serdecznie i zycze szczescia w podboju swiata





Temat: Przedstawiciele Prokomu jadą do Barcelony
Gość portalu: Piotr napisał(a):

> leszek.sopot przeciez ty sam dowodzisz ze jestes delikatnie mowiac wolno
> myslacy.
> Po pierwsze albo sie publicznie spoufalasz dodajac sobie splendoru

Szybko myślący Piotrusiu, myślisz, że ja mam ochotę z tobą się publicznie
spoufalać, czy też myślisz o spoufalaniu się z Karnowskim bądź z Krauzem?
Zapewniam cię, że takiego dojścia do szefa Prokomu jak ma prezydent Sopotu nie
mam - na meczach nie siedzę w pierwszym rzędzie.

> albo jestes jego przeciwnikiem politycznym i to by wyjasnialo twoj tok
myslenia a przynajmniej jego brak (Jacek swym towarzyszeniem).

Piotrusiu wiem, że najłatwiej jest tłumaczyć czynione przez kogoś uwagi
przyczynami politycznymi, zdradza to twój brak dystansu do koszykówki i
urzędującego prezydenta miasta. Jeżeli uraziło ciebie, że napisałem "Jacek" to
chyba oznacza, że jesteś zapewne przewrażliwiony na pisanie w necie w sposób
pospolity o osobach pełniących jakiejś funkcje. Ja nie mam urzędniczego nawyku
ani ochoty by pisać na forum np. w takim urzędniczym stylu: Sz. P. Prezydent
Maista Sopotu Jacek Karnowski - czy ta forma cię zadowoliła?

> Szczytem glupoty jest twoje zdanie "Miasto ma promocję przez klub a nie przez
> wycieczkę Karnowskiego". Miasto ma promocje poprzez klub i wszystko to co
jest zwiazane z pomoca temu klubowi aby dalej swoja gra (w eurolidze) promowal
> miasto i regin.

Jeżeli moje zdanie jest szczytem głupoty to twoje również, bo powtarzasz moje
słowa dodając, że klubowi trzeba pomagać. Zacytuj proszę, gdzie ja napisałem,
że klubowi nie trzeba pomagać? Ja twierdzę jedynie, że wycieczka Sz. P.
prezydenta Miasta Sopotu Jacka Karnowskiego, jest niepotrzebna, tym bardziej,
że jak przypuszczam nie finansuje on tego wyjazdu z własnego ani miejskiego
budżetu. Mylisz też główne zadania promocyjne tego klubu - klub ma taką a nie
inną nazwę by promować swego sponsora - firme Prokom, mającą w Polsce bardzo
zły wizerunek medialny. Wielka szkoda, że dla nadrobienia braków w swoim image
posługuje się nazwa pięknego, nieźle rządzonego miasta.

> Prezydent ba aby to nie bylo ze jestem burakiem jak taki jeden
> to Pan Prezydent bedzie tam przedstawial miedzy innymi stanowisko Wladz
Gdanska i Marszalka Wojewodztwa miedzy innymi w sprawie budowy nowej hali
(budowa rozpoczyna sie napewno pod koniec tego roku)i jak ktos pisal juz
predzej jest tez mozliwa opcja (byly takie przypadki w eurolidze) ze Prokom
rozegra ten sezon w swojej starej hali do czasu skonczenia budowy nowej.

Dla szefa ULEB Jordi Bartomeu, nie ważne są plany na przyszłość, bo jeśli nawet
budowa rozpocznie się pod koniec roku, to nie będzie trwać tak krótko, by
następny sezon mógł w niej Trefl zagrać. Obecnie działacze klubowi muszą
przedstawić dokumenty, że spełniaja wymagania stawiane przez ULEB na ten rok.
Czy dokumenty nt. hali Olivia, hoteli i lotniska przedstawi Karnowski czy
Wierzbicki lub Krauze to wszystko jedno. Jaki autorytet ma Sz. P. prezydent
Sopotu Jacek Karnowski w Barcelonie? Czy tym dokumentom swoją obecnością doda
jakiegoś splendoru?

> Lesiu ty sie ucz a jak ci sie nie chce to przynajmniej czytaj co piszesz.

Mam dla ciebie też radę. Najpierw pomyśl, a później napisz. Nie wiem czy się
orientujesz jak jest postrzegana w mediach i społeczeństwie firma Prokom i jej
prezes Ryszard Krauze. To tej firmie zależy głównie na tym by klub promował
logo i nazwę firmy w Polsce i Europie. Fani koszykówki z Sopotu są zapewnie w
stanie wszystkie fakty, które wiążą się ze złym wizerunkiem firmy Prokom puścić
w zapomnienie bo jest szansa na grę w Eurolidze. Nie będą też w stanie dojrzeć,
że takie łączenie interesów prywatnej firmy z interesem miasta może wzbudzać
kontrowersje, tym bardziej, że dochodzi do wielu spotkań Sz. P. prezydenta
Sopotu Jacka Karnowskiego z prezesem Prokomu a teraz dowiadujemy się z
publicznie podanej informacji o ich wspólnym wyjeździe do Hiszpanii.

> Myslenie tez krztalci.

Kształcą różne rzeczy, samo myślenie najwyraźniej nie...




Temat: Wyjazd do Japonii
tempora napisał:

> witam,
>
> czy moglbys, jesli to nie jest tajemnica, napisac nazwe stanowiska na ktore
> zostales zatrudniony (branza IT jest bardzo rozlegla). Interesuje mnie to bo
np
> w firmie w ktorej pracuje (bardzo duza i znana firma elektroniczna) w moim
> dziale, nie maja dzialu IT jako takiego. Po prostu sa moze 2 osoby, ktore
oproc
> z
> swojej normalnej pracy inzynierskiej wykonuja niejako dodatkowo prace
zwiazane
> z
> administrowaniem calej sieci komputerowej.
>
> Jesli chodzi o Twoja pensje to 100 manow miesiecznie to bardzo duzo. W
firmie,
> w
> ktorej pracuje, naprawde dobrzy inzynierowie (japonczycy) z patentami,
> kilkunastoletnim stazem etc w dzialce very high technology dostaja duuuzo
mniej
> .
> Pracownicy na kontraktach (wynajeci z zewnatrz a zatem duzo drozsi niz etatowi
> pracownicy) rowniez nie maja takich pensji. Znajomy znajomego, ktory ma bardzo
> specjalistyczna wiedze (jesli dobrze pamietam cos z analizy statystycznej
rynko
> w
> finansowych) dostal prace w banku i rowniez nie ma takiej pensji. Jednym
slowem
> ,
> podchodze troszeczke sceptycznie do tego co napisales, chyba ze jestes bardzo
> dobrym specjalista. 45 manow jest juz bardziej na miejscu. Ale to tylko moja
> opinia z perspektywy kilkuletniego pobytu w Japonii.
Moze zaczne od wstepu ogolnego (jako ze Twoj e-mail jest najpozniejszy) a
pozniej odpowiem na Twoje pytanie
Nie pisalem tak dlugo, bo a) bylem zajety, b) nadal nie przyplynal moj komputer
z Polski (pisze z Laptopa zony, ale slabo sie pisze na nim, wiec rzadko moge
zagladac)
Wreszcie po wielu perypetiach problemach, zwatpieniach, radosciach itd. itp.
wyladowalem w Japonii. Ale tak naprawde nie wiem czy na dlugo, czy nie wroce
szybko...
A bylo to tak, zaproponowano mi prace, odbylem rozmowe przez telefon, przyjeto
mnie, zaczalem przygotowania do wyjazdu i... zaczely sie klopoty. Firma do
ktorej mnie chciano przyjac (ale niczego nie podpisywalem) zaczela miec klopoty
i to spore, bylo mozliwe, ze zostanie wyrzucona z gieldy, a skonczylo sie na
wykupieniu przez Citibank (firma nazywa sie Nikko shoken, wiec raczej duza)
kwota ktora mi zaproponowano byla wieksza niz to minimum za ktore chcialem
pracowac (miesiecznie 500.000 jenow), ale cos, nie ma co plakac nad rozlanym
mlekiem. Jako ze juz zaczalem przygotowania do wyjazdu (wiza, zamykanie kont,
rezygnowanie z wynajmowanego mieszkania) to coz, postanowilismy pojechac. W
miedzyczasie mialem jeszcze 2 rozmowy o prace (przez telefon), ale albo sie nie
spodobalem, albo moj angielski sie nie podobal, w kazdym razie nie chciano
mnie. No to pojechalem do Japonii bez zadnej pracy na oku, myslac ze a nuz sie
cos uda, jak sie nie uda to najwyzej wroce do Polski (mam bilet powrotny ).
Przez pierwszy tydzien sie aklimatyzowalem, a pozniej zaczalem szukac pracy,
wyslalem moje CV do 3 headhunterow, spotkalem sie z nimi, wszyscy stwierdzili,
ze moj japonski jest duzo lepszy niz angielski i ze powinienem nad nim
popracowac. Mieli kilka ofert pracy dla mojej specjalnosci ale sie nie
kwalifikowalem (ale o tym pozniej). Jeden z headhunterow zapytal sie czy moge
pracowac w nie do konca (prawie wogole nie) mojej specjalnosci. Pomyslalem, ze
czemu nie... No to poszedlem na spotkanie (pierwsze w Japonii) no i widac sie
spodobalem, bo wyladowalem na miesiecznym kontrakcie (pisze program
sprawdzajacy zabezpieczenia i ustawienia ichniejszego LANu). No coz lepszy
miesiac niz nic. Dzisiaj ( w ostatnim dniu kontraktu) zaproponowano mi
przedluzenie go o 2 tygodnie. Wiec mam jeszcze 2 tygodnie pracy.
No to wracajac do tego posta.
Masz racje i tez nie masz racji. Jest praca za taka place o ktorej mowilem. Jak
rozmawialem z headhunterami to dla mojej specjalnosci (certyfikowany
administrator systemy/sieci/bezpieczenstwa Solarisa) srednia poczatkowa placa
jest kolo 600.000. A praca za 1.000.000 jenow, tez jest w zasiegu, ale jest
jedno (albo 2 ale). Pierwsze ale to jest to ze firmy w Japonii preferuja ludzi
ktorzy juz pracowali w Japonii (albo Ameryce) , drugie ale jest takie ze
szukaja ludzi ktorzy juz pracowali w srodowisku finansowym. Jako ze ja nie
spelniam tych warunkow, to mam problem, ale mam nadzieje, ze cos sie uda (nie
wiem czy ten miesieczny (poltora) kontrakt cos pomoze, ale zobaczymy). Jak sie
nie uda to albo obnize moje oczekiwania, albo wroce do Polski.
Dzisiaj dostalem pierwsza pensje w Japonii, na konto wplynelo 47.000 jenow,
moze nie za duzo, ale jak na dwa dni pracy (zaczalem w koncu kwietnia) chyba
calkiem niezle...
PS. Pracy szukam, ale nie wiem czy znajde, przez ten miesiac byla tylko 1
oferta pracy (za 500 tys lub wyzej), ale na Okinawie, wiec zrezygnowalem. Jest
kupe pracy za 300-350 tys. ale poczekam, moze przez miesiac sie cos lepszego
znajdzie (podobno japonskie firmy przetrawiaja CV mozliwego pracownika przez 2-
3 miesiace). Zobaczymy rozowo nie jest, ale tez tak strasznie czarno, tez
nie...




Temat: gasnace swiatla paryza upadek zabojadow
Corinne Maier, autorce bestsellera o nastrojach i stosunkach panujących w
publicznym sektorze francuskim, grozi zwolnienie z pracy

Książka "Witaj, lenistwo, czyli o sztuce i konieczności, by jak najmniej się
narobić w firmie" jest tak popularna, że wydawca myśli o dodruku. Jej tytuł
nawiązuje do słynnej książki "Witaj, smutku" Françoise Sagan.

Maier zaadresowała swoje przesłanie do "kadr średniej rangi, do białych
kołnierzyków, do wyklętych sektora usług". Uważa, że są ofiarami
francuskiej "kultury korporacyjnej", w której nie ma miejsca dla zdolnych i
twórczych. "Kultura przedsiębiorstwa to w gruncie rzeczy jedynie wyraz głupoty
pewnej grupy ludzi w danej chwili" - czytamy w książce.

Autorka zaproponowała pewnego rodzaj bojkot przedsiębiorstwa, w którym pracują -
coś w rodzaju ideologicznie podbudowanego leserstwa pod hasłem "szerzmy
gangrenę od środka". Rzuciła je, w chwili gdy francuska centroprawica próbuje
poprawić efektywność pracy, odchodząc od 35-tygodnia pracy wprowadzonego za
rządów socjalistycznych, a Międzynarodowy Fundusz Walutowy wzywa Europę, by
pracowała dłużej i ciężej, brała mniej urlopów i zwolnień. W ten sposób
włączyła się w szczególnie gorący temat.

Zdaniem Corinne Maier wydłużenie czasu pracy we francuskim sektorze publicznym
mija się z celem. Jest to system doszczętnie skostniały. O pozycji w firmie
decyduje już na starcie, jaką szkołę się skończyło i jakie się ma dyplomy.
Rządzą w niej sztywne reguły socjalne, układy, protekcje i rozbudowana ochrona
związkowa, która nie pozwala nikogo ruszyć. Widziana od środka francuska firma
państwowa przypomina "dwór Ludwika XIV, jest zorganizowana w sposób
skomplikowany i zrytualizowany tak, żeby ludziom wydawało się, że coś robią" -
pisze.

Jak przetrwać na państwowym dworze? Autorka radzi zatrudniać się w dziale
analiz czy badań rynkowych i paradować po korytarzach z teczką pod pachą i
zaaferowaną miną.

"Jeśli nic nie zyskasz pracując to nic nie stracisz leniuchując" - pisze. Radzi
Wybrać stanowiska najbardziej niepotrzebne: doradztwo, ekspertyzy, analizy.
Ważne też, by nie wychodzić nigdy ze swego pokoju bez teczki z dokumentacją pod
pachą.

Trudno się dziwić, że jej pracodawca Electricité de France (EDF), państwowy
moloch, postanowił kontratakować. Choć w książce nie wymienia nazwy firmy,
została wezwana na dywanik.

Okazało się, że Maier pisze tak, jak żyje, a żyje tak, jak pisze. Spędza w
pracy 20 godzin tygodniowo za 1600 euro miesięcznie na przygotowywaniu analiz
ekonomicznych. Po ukazaniu się książki dyrekcja zarzuciła jej, że na zebraniach
czyta gazety i wychodzi za wcześnie z pracy. Że nie pytając o zgodę firmy,
wymienia ją na obwolucie jako miejsce zatrudnienia autorki. Maier odpowiada, że
jej książkę trzeba czytać z przymrużeniem oka. Nie mówiąc o tym, że nie może
się stawić na rozmowę z dyrekcją EDF w dniu 17 sierpnia, bo przebywa na urlopie.




Temat: Co uda się Polsce wytargować w rozmowach rolnyc...
Ostatnie podrygi zdychającej ostrygi tymi słowy można określić
inicjatywę Pana Kalinowskiego. Nie ma miejsca na negocjacje w
układzie, w którym jedna ze stron jest pod ścianą. Pracuję w
biznesie i takie sytuacje znam z autopsji. Wracając do meritum
sprawy niestety przez cały okres począwszy od tzw. wojny na
górze uporczywie psujemy gospodarkę jednoczesnie doprowadzając
do sytuacji, w której nasza pozycja pozycja przetargowa
słabnie. Ponieważ pracujemy nad tym już ponad dekadę
osiagnęliśmy wreszcie sukces doprowadzając do takiego stanu
degeneracji naszą gospodarkę, że być albo nie być w Unii w 2004
roku to jest tak naprawdę tylko nasz problem, a nie Unii. Nie
jest rzecza przypadkową fakt, iż rząd RP nie ma wariantu
działania na wypadek niepowodzenia negocjacji akcesyjnych. Tak
naprawdę zaufanie do naszej gospodarki to już w tej chwili
tylko wiara w to, że wejdziemy do UE gdzie podłączą nam
respirator finansowy. Gdyby tej wiary zabrakło to czy to się
nam podoba czy nie czeka nas wariant argetyński. Dlatego
wariant działania rządu RP na tę ewentualność polega na
zabraniu czego się da i ucieczce. Ze zrozumiałych względów
oczywiście nikt go nie ogłosi publicznie. Niestety nasza
sytuacja gospodarcza nie jest w Unii tajemnicą zatem doskonale
zdają oni sobie sprawę z tego, że kurek z tlenem, którego
potrzebujemy jest w ich rękach. Dlatego o żadnych negocjacjach
nie może być mowy i Pan Kalinowski o tym doskonale wie, a
reszta jest tylko przedstawieniem dla elektoratu. Przykładem
tego, że negocjacje się już dawno zakończyły jest niezbyt
nagłaśniana sprawa zmiany stanowiska Unii w sprawie dostępu do
łowisk. W gruncie rzeczy ponownie znaleźlismy się w układzie
satelickim podobnym do tego ZSRR-PRL. Nie stało się to z powodu
skrzatów szczajacych nam do mleka tylko jak już wspomniałem
naszych własnych działań. W gruncie rzeczy stosunki pomiędzy
krajami sa dosyć podobne do relacji pomiędzy konkurującymi na
rynku firmami. Słabszy po prostu odchodzi w niebyt lub
przyjmuje warunki gry. W całym tekście używałem nieprzypadkowo
słowa my w odniesieniu do sprawców naszych kłopotów. Niestety
wybieranie przez całe lata niekompetentnych polityków do
zarządu firmy pod nazwą III RP dało własnie taki rezultat jaki
mamy. A kto tych ludzi desygnował ? My właśnie. Z całej tej
histori wynika dla nas nauka, że wybieranie złodzieja, kłamcy,
oszusta czy po prostu barana na jakiekolwiek stanowiska
państwowe nie jest czynnością obojetną z punktu widzenia
naszego losu bowiem faktura do zapłacenia zostanie niezawodnie
przysłana. Jeżeli jako społeczeństwo zrozumiemy tę zależność to
pomimo bryndzy teraz jest jeszcze dla nas jakaś nadzieja.
Jeżeli natomiast naszymi faworytami nadal będą byli sekretarze
PZPR przebrani w garnitury od Armaniego bądź działacze
związkowi o ambicjach politycznych to cóż ...



Temat: Kublik o biopaliwach, czyli wyznania lobbysty
Gość portalu: albert napisał(a):

> Gość portalu: FF napisał(a):
>
> > Co dziwne, na konkretne zarzuty wyrazone przez Kublika, że np
> biopaliwa moga
> > rozpuszczać przewody paliwowe i uszczelki, czy też wykazują
> gorsze własciwości smarne, oponenci nie mają żadnych
> rzeczowychee kontrargumentów.
>
> a na podstawie jakich badan Kublik napisal, ze biopaliwa
> rozpuszczaja przewody paliwowe i uszczelki i pogarszaja sie
> wlasciwosci smarne? To jest wlasnie dla mnie przyklad marnego
> dziennikarstwa, w ktorym naduzywa sie sformulowan
> typu "podobno", "inne kraje", "niektorzy producenci pojazdów"
> etc.
O ile dobrze przeczytałem, to redaktor Kublik cytował w swoim cyklu artykułów
stanowiska naukowców, którzy są sceptyczni wobec biopaliw, i jeżeli nawet nie
podawał konkretnych nazwisk, to wymieniał przynajmniej z jakich ośrodków osoby
te pochodzą. Ponadto w prasie (nie tylko w Gazecie) przeczytać można ostatnio
wiele opinii na ten temat, i to wyrażonych zarówno w prywatnych listach, jak
i w przeprowadzonych wywiadach, w przewadze negatywnych....
Niestety nie mam możliwości podania nazwisk ani instytucji, ale zapewniam
ciE, iż gdybyś uważnie przeczytał kilka ostatnich wydań Gazety, zobaczyłbys
wszystkie te materiały podpisane imionami, nazwiskami, tytułami naukowymi i z
podaniem instytucji.
Ostatnio czytałem np wywiad z pewnym Docentem z Politechniki Śląskiej w
Gliwicach, nazwiska niestety nie pamiętam, ale do sprawdzenia w GW sprzed
kilku dni. Poza tym licznie wypowiadają się na ten temat fachowcy nie tylko w
prasie ale również w radiu i TV. W "Kropce nad i" przed kilkoma dniami
wystąpił p. Drzewiecki, który jest dyrektorem instytucji badającej polski
rynek samochodowy, i on też wyraźnie obawiał się wprowadzenia biopaliw, tak od
strony technicznej jak i prawnej. Również on powoływał sie na badania
przeprowadzone przez Instytut Nafty.
Również producenci pojazdów zostali wymienieni z nazwy firmy oraz nazwisk osób
je firmujących (dotyczy wypowiedzi w GW), nie byli to więc "niektórzy
producenci samochodów" jak piszesz.
Pisanina Kublika jest dla mnie wzorcem ignoranckiego
> bełkotu, który ma wywołać zamęt w świadomości przecietnego
> nalewacza benzyny czy oleju napedowego.
O ile dobrze przeczytałem artykuły red. Kublika, to nie zauważyłem tam
sformułowań, które miałyby służyć świadomej indoktrynacji społeczeństwa, jak
sugerujesz, w przeciwieństwie do argumentacji jego przeciwników, gdzie od słów
typu "bełkot" "odobno", itp. po prostu się roi.
NB o mentalnosci Kublika
> i calej jego "wiedzy" niech najlepiej swiadczy nastepujacy fakt:
> facet po minucie rozmowy ze mna rzucil sluchawka. Brak
> argumentow, kultury, czy jednego i drugiego.
Nie dziwię się jeżeli miałeś mu do powiedzenia tylko to, co przed chwilą tutaj
napisałeś. Też rzuciłbym słuchawką.
I praktycznie, nawet za bardzo nie chce mi się z tobą dyskutować, bo nie lubię
walki z wiatrakami i nie zależy mi na nawracaniu nienawracalnych.
Jednakże dostrzegam w twoim pisaniu przykład tego o czym pisałem poprzednio.
Łatwo można napisać "bełkot", ale aby udowodnić sobie (i mnie) twoje
wypowiedzi nie są bełkotem, prosiłbym cię o konkretne odpowiedzi na
nastepujące pytania:
1. Kto i kiedy udowodnił, że biopaliwa nie rozpuszczają uszczelek silnikowych,
zwłaszcza w starszych typach silników. Mógłbyś podać kilku poważnych autorów,
polskich lub zagranicznych, którzy w ten sposób się wypowiadają
2. To samo pytanie odnośnie porównania właściwości smarnych jednego i drugiego
rodzaju paliw.
3. Kto da mi gwarancję, że samochód mój po jeżdzeniu na biopaliwie nie będzie
się z tego powodu psuł, narażając mnie na dodatkowe uciążliwości i koszty?
4. Kto zagwarantuje, że wlewane do mojego samochodu paliwa będzie zgodne z
normą dla biopaliw wprowadzoną w Polsce.
5. Jaka będzie górna norma dla etanolu wlewanego do benzyny 5%?, 10%, 20% 80%,
100% 120%, 500%?), kiedy ona zostanie ustalona i kto będzie jej pilnował?

Pytań tego rodzaju znalazłoby się jeszcze więcej, ale odpowiedz mi najpierw,
(przekonywująco i rzeczowo, nie ogólnikami) na powyższe, a może wtedy zacznę
pozytywniej myśleć o biopaliwach.

FF




Temat: Doradztwo finansowe Efect - ktoś zna ich?
Brzydzą mnie wypowiedzi pracowników Efektu. Mogłem zostać jednym z
nich, na szczęście po kilku spotkaniach sprawdziłem internet i
zasięgnąłem info u znajomych. Po prostu zrezygnowałem, oszczędzając
sobie prania mózgu i wykształcenia u siebie poczucia wyższości nad
ludźmi którzy swoją pierwszą pracę widzą np. w takim Ernście a nie
byle jakiej firmie (byle jak, byle szybciej, byle więcej kasy) A oto
co zaważyło na mojej rezygnacji:

Szybka rotacja kadr została tu wspomniana tylko raz. Tak się bowiem
składa, że z bodajże siedmiu osób które znam i wiem że tam
pracują/pracowały, najdłużej wytrzmała jedna: jeden rok. Większość
odchodzi po kilku miesiącach.

Jak oceniacie firmę, której pracownik może w związku z sesją wziąść
sobie trzy tygodnie urlopu? W innych braki wynikłe z tak dlugiej
przerwy byłyby często trudne do nadrobienia. No, chyba że jest się
akwizytorem, bo to jest właściwa nazwa na to, co robią pracownicy
Efectu. Nazwa doradca finansowy powinna zostać wreszcie uregulowana
prawnie, bo jak widzimy uzywać jej może dziś każdy.

Co do spotkania informacyjnego: przyjmuje się ludzi z zerową wiedzą
z zakresu finansów/inwestycji i szkoli się ich na AKWIZYTORÓW.
Jeszcze raz apeluje o używanie właściwych nazw. Coś takiego nawet w
CV wstyd wpisać. Niby są szkolenia, ale co do ich jakości można mieć
wiele zastrzeżeń.

Zauważcie jak mało kobiet pracuje w Efekcie. Oficjalne stanowisko
jest takie, że zbytnio biorą do siebie porażki. A może mają bardziej
wykształconą wrażliwość na oszukiwanie innych? Bo jakoś w firmach
konsultingowych, bankach itd. kobiet jest bez liku. A może porażek
jest tam mniej?

Od samego początku można zadawać im pytania. Co nie znaczy, że
wyjdzie się wtedy poza prosty schemat spotkania, czyli opis
zajebistej pracy z zajebistymi perspektywami i zajebistymi zarobkami
(sorry za słownictwo, chyba tylko takie oddaje ogólne wrażenie
zajebistości tej pracy).

Firma daje tylko proste know-how. Ty przynosisz kontakty i swoją
pracę, wszystko to, z czego Efekt dalej będzie czerpał korzyści
nawet po twoim odejściu. A odejść jest trudno gdy zarobki są spore.
To prawda, że potrzeba tu inteligencji, uporu itd. nie potrzeba
jednak żadnej wiedzy. Nawet mój dziesięcioletni chrześniak po takim
szkoleniu mógłby być "doradcą". Poza tym czy to zimna krew,
koncentracja itd. cechują ludzi inteligentnych? Znam mase przypadków
gdy naprawdę inteligentni ludzie byli tchórzami, bez krzty inwencji,
trzymający się utartych schematów (które zresztą całe szczęście
Efect serwuje już na wstępie przyszlym pracownikom).

Wg. Efectu w ramach ściezki kariery można przyjmować na drugie od
dołu stanowisko ludzi po nie-ekonomicznej uczelni. Pewnie szkolenia
dadzą im tą właściwą wiedzę na temat zarządzania zasobami ludzkimi
(przydatne na wyższych szczeblach "ścieżki") czy polskiego rynku
finansowego, którą ja i inni zdobywaliśmy i zdobywamy średnio przez
pięć lat studiów.

Co do bycia pupilkiem szefa: to się zdarza chyba tylko w firmach
rodzinnych i administracji rządowej, ewentualnie na najniższych
szczeblach, zwłaszcza firm państwowych. Coś takiego nie istnieje za
to we wszystkich innych przedsiębiorstwach, więc ten argument
Colonela tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że uległ on wrażeniu
ogólnej zajebistości bycia akwizytorem.
Zwolennicy tej firmy najwyraźniej nie widzą żadnych negatywnych jej
cech. Co do zwykłego człowieka z Efectu: jestem chyba świadkiem
cudu, bo oto narodził się kolejny Mojżesz, pełen wiary, która sprawi
że może ktoś wyjdzie z ciemnoty umysłu. Natchnąłeś mnie człowieku!
Tak doniosłego słownictwa nie używa nawet Tadeusz Rydzyk. Bo może
jednak za tymi słowami kryje się po prostu takie samo motto jak ojca
Rydzyka: "Alleluja i do przodu!"?

Na koniec dziwi mnie ogólna pogarda dla ludzi, którzy nie pracują w
Efekcie, tylko się uczą? Kasa którą zarabiacie może jest wysoka, ale
tylko na waszym poziomie. Ta kasa jest niczym dla mojego bliskiego
znajomego, totalnego luzaka który zarabia tyle po dwóch latach pracy
w jednej z międzynarodowych firm konsultingowych (ah, nie liczę
wyjazdów służbowych, lotów klasą biznes itp. czyli tego, czego Efekt
nie daje i nigdy nie będzie dawać). I choć jego kariera rysuje się
wyśmienicie a wraz z nią szybki wzrost zarobków, zrezygnował on
ostatnio z pracy, aby móc ukończyć studia i wyjechać na studia
postgraduate do LSE. Pewie wielu z tych inteligentnych pracowników
Efectu nie osiągnie niczego poza rozbudowana lista 2 H:) swojego
pracownika, chociaż chciałbym się mylić... REASUMUJĄC NIE POLECAM
TEJ FIRMY! NIE POLECAM ALBO NAWET ODRADZAM.




Temat: Brawo Szczecin ! Tak trzymać, nie popuszczać !
Gość portalu: tete napisał(a):
> Zgadzam się, że nie jest różowo - szczególnie gdy w
> firmie nie jest różowo. Ale nie można twierdzić, że nie
> ma się żadnego wpływu.

podstawowy problem to czesto dotarcie do pelnej
i wiarygodnej informacji.
jesli prezes ma cos na sumieniu zrobi wszystko by
pracownicy dowiedzieli sie o tym jak najpozniej
a najlepiej nigdy.
i jak wtedy z nim rozmawiac ?

doswiadczenia sa takie, ze coraz mniej jest na tzw
stanowiskach ludzi przyzwoitych, coraz wiecej klamcow
i kretaczy.

> Z tym niewolnictwem - trochę chyba przesadzasz.
> "Niewolnictwo" w Europie -
> "niewolnictwo" w Stanach - warto porównać.
> Im mniej socjalne państwo - tym

zgoda, im mniej socjalne panstwo tym ludzie wolniejsi
bo mniej od niego zalezni i bogatsi, bo panstwo po prostu
mniej im zabiera.
napisalem o niewolnictwie, bo pracownik ktory nie ma
praktycznie szans na zatrudnienie w innym zakladzie -
bezrobocie a on ma np ponad 40 czy 50 lat -,
ktory nie ma dosc srodkow na koncie by sie zwolnic
i szukac innej pracy lub kwalifikacji,
ktory nie ma pomyslu co z tym wszystkim zrobic,
staje sie niewolnikiem aktualnego pracodawcy.
Jest jak w pulapce.

Praca stala sie u nas dobrem deficytowym.
Dlatego np mlodzi ludzie pracuja w supermarketach w
warunkach, na jakie nie pozwalaja nie tylko przepisy na
zachodzie ale nawet u nas i rzadko sie skarza, bo boja
sie utracic chocby zle platna i ponizajaca prace.

> Pracownice Odry - bezradne
> wobec faktu, że firma, której są współwłascicielkami
> - pada, bezradne wobec faktu, że prezes, którego
> powołuje rada nadzorcza - a więc i one - nie
> dotrzymuje porozumień - poprosiły o pomoc :
> - nie prawnika
> - nie związek zawodowy
> - nie prokuratora
> ale maszerujących stoczniowców.
> Czy nie jest to wiara w potęgę blokad ?
> i DLACZEGO TE KOBIETY MAJĄ TAKĄ WIARĘ ???
> Czy nie dlatego, że parę razy zdarzyło się, że w
> "nieformalny sposób" można więcej ugrać niż
> przestrzegając prawa ?
> To skutki "lepperyzmu" m. innymi.
>
oczywiscie ze TAK!

> > Polacy czesto przymieraja glodem.
> > Nasza sytuacje lepiej porownywac z argentynska.
> > Sadze, ze grozi nam spoleczny wybuch.
> > Gdy to nastapi wiecej bedzie w tym winy prezesow niz
> > robotnikow.
> >
> Ratunkiem są miejsca pracy. Rozwój.
> Ile par spodni szytych przez "Odrę" kupiłeś ???
> Kup.
>
Nie wiem.
Kiedys, bardzo, bardzo dawno temu w PRLu,
byly na rynku takie spodnie, nawet bardzo poszukiwane
bo przypominaly dzinsy z Pewexu.
Byly, kupowalem, nosilem w zyciu kilka par ale ....
Ale teraz nawet nie wiem czy Odra produkuje spodnie
i czy pod wlasna nazwa. A moze produkuje Wranglery
albo Levis'y. Nie wiem.
Moze produkuje spodnie ale o kiepskim fasonie
i wykonaniu.

>
> Prawdziwy właściciel nie pozwoli na fatalne zarządzanie
> własną firmą. Ale spójrz jaka jest potężna wiara w
> "państwo-strażnika, który chroni obywateli przed
wszelką > nieprawością".

wiara wyniesiona z PRL, podtrzymywana przez kaplanow
z SLD i UP.
Minister Lapinski wie ze lepiej zadba o chorych niz kasy
chorych, samorzady terenowe czy lekarskie.
Sam premier jezdzi z ministrami po kraju, z gospodarskimi
wizytami, bo nikt tak jak oni nie dopilnuje porzadku.

> A ten straszny krzyk "nie pozwolimy się
> wykupić", "nie sprzedamy" ... i co mamy ? Dziwnego
> właściciela - nie - właściciela i korupcję.
>

prawda.

>
> Rynek pracy - ma dobre i złe strony. Bezrobocie na
pewno > jest tą złą.
> Pracownicy, którzy zarabiają 3000 zł - uważają, że jest
> to i tak mało za ich cięzką pracę - gdy ją tracą i
> otrzymują propozycję pracy za 1500 zł - uważają,
> że dzieje im się krzywda. Tak jest ze stoczniowcami.
> Szwaczki - nawet 1000 zł powitałyby okrzykami szczęścia.
> Bezrobotny - za ile chciałby pracować ?
> >
> A swoją drogą - to może faktycznie jakaś akcja
kupowania > szytych w Odrze ciuchów ? )))

a co one szyja ?

>
> Założę się, że ci, którzy tak strasznie w tym wątku
> pomstują - wolą kupować ciuchy innych firm, a może i
> nawet ....... o zgrozo ! importowane ?????
> No i jak Odra ma przetrwać Panie i Panowie ???
>
wlasnie.

>
> ) tete>




Temat: Co dalej z inwestycją Amiki Wronki w Lecha Poznań?
OTO CAŁA PRAWDA O NEGOCJACJACH:
"Wczoraj rano prezes Lecha z optymizmem mówił o fuzji z Amiką. Wieczorem zarząd Amiki zdementował informacje na ten temat.

Rozmowy Lecha z Amiką trwają od wielu miesięcy. Informacje na ten temat przekazywali sobie kibice, ale zarząd Lecha konsekwentnie twierdził, że są to plotki. Podczas oficjalnych spotkań i konferencji prasowych Michał Lipczyński z zarządu Lecha wymieniał firmy, z którymi klub rozmawia w sprawie utworzenia spółki, zaznaczając, że nazwy jednej z nich nie może ujawnić - obowiązuje klauzula tajności. Na temat połączenia wielkopolskich klubów mowa była także podczas dyskusji w Canal plus. Zarząd Lecha był konsekwentny, a i działacze klubu z Wronek zachowywali tajemnicę.

I po tajemnicy

- Teraz poczuliśmy się z niej zwolnieni. ,,Gazeta Wyborcza?? zarzuciła nam, że klub z Wronek oferował 30 mln zł, w tym spłacenie długów, a my się na to nie zgodziliśmy. To kompletny absurd. Nie ma osoby, która odmówiłaby przyjęcia takiej sumy - twierdzi prezes Radosław Majchrzak.
Zapewnia, że rozmowy między klubami nie zostały zerwane, zmierzają do szczęśliwego końca, nikt się z nich nie wycofał. - Nigdy jednak nie było mowy o kosmicznej kwocie 30 mln zł - podkreśla prezes Majchrzak. Właściwej sumy nie wymienia. - Obawiam się, że żmudne negocjacje mogą teraz zostać zniweczone - dodaje.

Byle do grudnia

Rozpoczynając negocjacje z Amiką działacze Lecha podpisali zobowiązanie, że sprawa pozostanie tajemnicą. Za jej zerwanie groziły wysokie kary finansowe. Klauzula tajności miała obowiązywać do czerwca, ale zarząd Lecha uzgodnił, że wygaśnie w grudniu, by w przypadku niepowodzenia rozmów z Amiką można byłoby szukać innej możliwości utworzenia spółki, która przejęłaby Lecha.
Ustalenia były takie, że nowy klub zachowa nazwę Lech Poznań, godło i niebiesko-białe barwy, zagra na miejskim stadionie przy ul. Bułgarskiej. Właściciel obiektu, czyli miasto, wejdzie do spółki, by podkreślić jej wiarygodność, choć jeszcze nie w pierwszym etapie. - Władze miasta wspierają nas i uczestniczą we wszystkich przemianach dotyczących klubu, także w tych - zapewnia Radosław Majchrzak.

Oferta dla zarządu

Czy zarząd Lecha odejdzie po utworzeniu spółki? - Partnerzy złożyli nam ofertę, byśmy pozostali na obecnych stanowiskach, co może przydać się szczególnie w początkowej fazie istnienia nowej spółki. Sprawa jest otwarta - twierdzi prezes Lecha.
Wieczorem zarząd Amiki w opublikowanym oświadczeniu poinformowal o zakończeniu negocjacji z Lechem.
- Wydamy własne oświadczenie - skomentował Radosław Majchrzak. - Zwrócimy się też do zarządu Amiki z pytaniem, czy rzeczywiście stanowisko jest ostateczne. Kilka godzin wcześniej rozmawiałem przecież o fuzji z wiceprezesem Andrzejem Kadzińskim. Nic nie wskazywało na zerwanie negocjacji."
poznan.naszemiasto.pl/sport/540136....d215b8eb0236b3c
Rodzi się pytanie: dlaczego Gazeta Wyborcza tak bezczelnie okłamuje kibiców???



Temat: Koreańczycy negocjują ze związkami
Drogi gosciu,niebardzo rozumie co masz na mysli piszac "skad sie bierze w
ludziach taka zlodziejska mentalnosc"?!
Pozwolisz ze kilku zdaniach opisze te niemile zdarzenia w Aachen:Huta Szkla
nalezaca do Konzernu Philips w Eindhoven NL,produkowla ekrany i konen ze szkla
do odbiornikow TV.Produkty byly wysylane do Francji,Anglie,Czechow Hranice oraz
do fabryki kineskopow Philipsa w Aachen.Przed 5 laty Philips wszedl w spolke z
LG,tak powstala spolka LG.Philips Diesplays.W 2004 zamkneli fabryke kineskopow
w Aachen dlaczego?W Czechach postawili nowa fabryke kineskopow Hranice,pracowni-
kow w Aachen zwolniono tak jak sie nalezy odpowiednie wyprawki za przepracowane
lata i kazdy dostal TV-odbiornik 32 Zoll(plan socjalny).Wiadoma sprawa w Hranic-
ach ludzie zarabiali 500Euro w Aachen 1900-2800 Euro,nasze produkty byly dalej
wysylane do Francji i Czechow gdzie budowano kineskopy roznej wielkosci.
W ciagu ostatnich 6 lat zostaly wylaczone 2 wanny do produkcji szkla,liczba
pracownikow zostala zredukowana z 1200 do 400.Wszystkie osoby zostaly zwolnione
wedlug planu socjalnego ktory zostal podpisany przez Konzern i Zwiazki Zawodowe.
W ostatnich 4 latach zaloga zrezygnowal z polowy 13-tki i odstapilismy 4 dni
naszych urlopow,zliczajac ta sume 8 Milionow Euro wzamian Konzern zadeklarowal
sie ze do konca 2007 fabryka NIE BEDZIE ZAMKNIETA!!!!!!!
W razie niespelnienia tej umowy pomiedzy Konzernem a Zwiazkami Zawodowymi,
zostal wypracowany PLAN SOCJALNY podpisany przez obie strony.
W dniu 28 stycznia 2006 wstrzymano produkcje nie podajac przyczyn,nastepnego
dnia zebranie wszystkich pracownikow gdzie przedstawiono nam pana adwokata
ktory przejol stanowisko LIKWIDATORA firmy.
Co sie okazalo LG i Philips chca sie wycofac z produkcji kineskopow(wiadomo nowa
era LCD),kazdy z nas wiedzial ze w najblizszym czasie 2-3 lat nasz zaklad bedzie
zamkniety.Bylismy wielka rodzina gdzie kazdy znal kazdego,z checia chodzilo sie
do pracy na 4-zmiany(ruch ciagly)czlowiek zawsze byl na miejscu a tu taki CYRK.
Likwidator firmy poinformowal nas ze w momencie ogloszenia UPADLOSCI wszystkie
wczesniej podpisane umowy sa NIEWAZNE,nasz plan socjalny poprostu makulatura.
PARANOJA !!!!!!!Produkcja byla dalej wstrzymana i po krotkich rozmowach telefo-
nicznych Zwiazki Zawodowe i cala zaloga zebrala sie pod brama wjazdowa do
fabryki.Jak juz ma byc koniec to prosze ale po ludzku,plan socjalny i kazdemu to
co sie nalezy za przepracowane lata.
Na terenie zakladu znajduje sie druga fabryky zarowek Philips Licht,produkuja
zarowki samochodowe Xsenonki i rozne inne.
Przez 3 dni i noce zostal zablokowany dojazd do Philips Licht,zatrzmano 2 linie
produkcyjne zarowek z powodu braku surowcow i tlenu.Zmiany po 12 godzin w mrozie
przy beczkach gdzie palono pociete palety,w koncu zentrala Philipsa w Hamburgu
zgodzila sie na przelew 13000000Euro na nowy plan socjalny.
Taaak duza kasa pomysla niektorzy czytajacy,a najsmieszniejsze jest ze drugie
13000000Euro mamy sobie sciagnac z Korei od LG.
Zwiazki Zawodowe kontaktowaly sie kilkakrotnie z zentrala LG w Korei ,bez
odpowiedzi na pytania.
Oczywiscie zentrala wHamburgu zaznaczyla ze z tej sumy 13000000Euro maja byc
sfinansowane wyprawki Menagerow 9 osob po 72,222Euro na osobe,zliczajac razem
tylko 650000Euro.
Po 10 dniach produkcja ruszyla ale tylko 1 linia konen (tylna czesc kineskopow),
koniec kwietnia 2006 wygaszono wanny do produkcji szkla poczatek maja wyjechala
ostatnia paleta z konami do Hranic a od 1 Maja 2006 wszyscy zostali bez pracy.
Latem 2006 Mistrzostwa Swiata w pilce noznej na terenie Niemiec,glowny sponsor
LG przeznaczyl 22000000Euro organizatorom MS.Wszyscy koledzy zaprotestowli nie
ogladajac zadnego meczu,gdzie tylko mozemy staramy sie pokazac jak postepuje ta
firma LG.CEBIT w Hanoverze ,Targi w Berlinie taaak wszedzie gdzie sie tylko da
pokazujemy jak nas CI pseudo inwestorzy potraktowali.
O dziwo nagle chca zmienic nazwe z LG.Philips Diesplays na LP.Diesplays!!!!!!
Pisalem doposlow Sejmu w zeszlym roku zeby sie Tym pseudo inwestorom lepiej
przyjzec,niestety nikt nie zadal sobie trudu zeby odpisac.
Wielu z nas ma nowa prace , raz w miesiacu spotykamy sie przy piwku porozmawiac
i powspominac te stare czasy.Tylko przy zakupach jakiegos sprzetu przechodzimy
obok produktow LG.Philips Diesplays wielkim lukiem ,mysle ze kazdy z czytajacych
teraz zrozumie przynajmniej dlaczego tak robimy.
Pozdrawiam serdecznie i mysle ze WAS nie zanudzilem.
Georg P.



Temat: konkurs !
wkońcu coś dla mnie :)
Ależ proszę ja bardzo chętnie. Tylko pewnie musze jakąś nazwę dopracować…
Będzie ciężko… Ale:

USTRÓJ:
Bezwyznaniowe, totalitarne państwo polskie.

UKŁAD SIŁ W KRAJU:
Priorytetem będzie stworzenie kraju rządzonego przez jednego konsula i jego
doradców. Sejm oraz senat idzie do likwidacji. Konsul posiada całkowitą władzę.
On decyduje o prawach i obowiązkach obywateli, określa treść konstytucji. Jego
doradcy stanowią drugą co do ważności siłę kraju. Jednakże nie mają żadnego
wpływu na postanowienia konsula. Jako jedyni mogą również negatywnie wypowiadać
się o postanowieniach władcy.

EDUKACJA:
Podział na: przedszkole, szkoła podstawowa, liceum/technikum, studia wyższe. I
tak wedle zapotrzebowania, będą przydzielane poszczególnym szkołą miejsca,
odpowiadające ilości przyjmowanych uczniów. Po co? Aby kontrolować ilość
wyspecjalizowanej siły roboczej. Kiedy np. w kraju będziemy mieli nadwyżkę
pielęgniarek a niedobór spawaczy, technika i szkoły wyższe pielęgniarskie
dostaną mniej miejsc, zaś więcej technik i wyższe szkoły dla spawaczy. Należy
bezwzględnie to kontrolować, co zapobiegnie w przyszłości strajkom. Nauka w
szkołach publicznych jest bezpłatna, książki są refundowane, jednakże uczniowie
zmuszeni są do przepracowania odpowiedniej ilości godzin dla swojej placówki.
Konsulowi oraz narodowi winno zależeć na wysokim poziomie wykształcenia narodu
a więc będzie on sowicie nagradzany. Skończenie liceum bądź technikum wiąże się
z 30% dodatkiem do emerytury. Stopień magistra z 40%, doktora 45% i tak dalej.
Osoby z wykształceniem średnim mogą obejmować stanowiska co najmniej
kierownicze, bądź niższe jeśli sobie tego życzą. Osoby z wykształceniem wyższym
mają obejmować stanowiska doradców, prezesów dyrektorów, bądź niższe na własną
prośbę.
Z szkół znika przedmiot zwany dzisiaj religią. Kończymy z mamieniem dzieciaków
od najmłodszych lat.

OBRONNOŚĆ KRAJU:
Powstaje nowe w pełni zawodowe wojsko. Zmniejszamy znacznie ilość żołnierzy,
modernizujemy sprzęt. Kończymy z kupowaniem urządzeń z zagranicy. Rozwijamy
własną silną infrastrukturę. Od teraz nie my będziemy kupować, lecz inne kraje.
Zwierzchnikiem sił zbrojnych jest konsul.

PRAWO KARNE I SĄDY:
Znaczne zaostrzenie prawa karnego. Gorsza wersja prawa Hammurabiego. W kraju
muszą powstać ośrodku, w których skazańcy po 16 godzin dziennie będą np. kopać
w kamieniołomach. I tak np. za zabicie dorosłego 25 lat ciężkich robót, za
zabicie dziecka 40 lat ciężkich robót, za gwałt na nieletnim 40 lat ciężkich
robót, za sprzeciwianie się władzy 10 lat więzienia i tak dalej, za korupcję 50
lat ciężkich robót…
Sędzią ostatecznym jest konsul On ocenia wszystkie wyroki i tylko on je może
anulować. Również on ocenia pracę sędziów.
Na ulicach pojawiają się liczne patrole policji oraz straży miejskiej. Ludzie
będą karani za choćby drobne przekroczenia wysokimi mandatami. Koniec z
śmieceniem, bluźnieniem, wyrzucaniem butelek na ulicę. Kary będą stanowiły 75%
miesięcznego zarobku obywatela.

GOSPODARKA:
Rozwój małych prywatnych firm oraz fabryk państwowych. Kraj jest mile otwarty
na wpływ koncernów z zagranicy. Podatek VAT na wszystkie produkty 5%. Podatki
dla wszystkich takie same. Każdy ma takie same szanse. Zniesienie podatku
dochodowego.
Walka z bezrobociem. Takie pojęcie nie istnieje w kraju. Każda osoba bez pracy
ma łapać zajęcia dorywcze na rzecz własnego miasta. Zmuszona jest do zdobycia
pracy w ciągu pół roku od zwolnienia. W kraju będzie wystarczająca ilość miejsc
pracy dla wszystkich i nie ma miejsca na śmierdzących leni. Nie są przyznawane
również żadne zasiłki dla bezrobotnych.
Rolnicy mają stworzyć wspólnie duże wydajne gospodarstwa. Likwidujemy w dużej
mierze górnictwo. Przynosi małe korzyści i są z nim problemy. Dużą uwagę
przykładamy na rozwój infrastruktury. Budujemy nowe autostrady, drogi
ekspresowe, szybkie koleje, nowe lotniska.

STOSUNKI MIĘDZYNARODOWE:
Polska stanie się silnym krajem. To nie my powinniśmy zabiegać o przyjaźń. Inne
państwa powinny walczyć o dobre kontakty z nami. Nie lubimy: Chin, USA.
Przyjaciółmi są: Niemcy, Irlandia, Szkocja, Anglia, Rosja, Francja, Holandia,
Szwajcaria.

PIERWSZE GŁÓWNE DZIAŁANIA:
Spalenie wszystkich teczek z lat wcześniejszych. Nie interesuje nas kto kim
był. To nie jest ważne. Ważne się stje to kto kim jest teraz i kim będzie.
Zapominamy o błędach poprzedników. Trudno. Historii się nie cofnie i nie ma co
karać ich za błędy. I tak odchodzą w niepamięć.

System ma wykorzystać podatność Polaków. Jest to naród, którym w sposób jasny i
rzeczowy należy kierować. Naród, który oczekuje tego kierownictwa, bo nie
dorósł do żadnego innego systemu.




Temat: Kandydaci na prezydenta Krakowa
nullandvoid napisał:

> Gość portalu: Skrzypek napisał(a):
>
> > Piszcie co o nich wiecie. Zawsze warto się więcej dowiedzieć.
> > Wedle moich informacji startują [ciach]
>
> hmm, to jest mysl, aby wimienic sie inframcjami na ich temat. tyl ze
> najcieawsze byloby ustonwielie barometru prawdopodobienstwa skutczenosci. do
> skonstruowania barometru proponuje ulozyc liste pytan pomocniczych, a moje
> propozcje to:
>
> 1. jaki uklad polityczny pozwoli wreszcie szybko zamkac sprawe tischmanna (przy
>
> zalozeniu ze inwestycja utrzyma pierwotnie akladany poziom)
>
> 2. jaki uklad polityczny pozwoli wreszcie zamknac sprawe motoroli (o ile nie
> czas aby wpiasac ja do kolekcji krakowskich legend)
>
> 3. zy istnieje sila, ktora wplynie na polaczenie krakowa z zakopanem droga dla
> amochodow, nie dla zaprzegow.
>
> 4. czy istnieje sila ktora zamieni lotnisko nasze wesole w prawdziwe, na ktrym
> laduje wiele samolotow pelnych turystow, ktorzy chca tu przyjechac na dluzej
> niz dwa trzy dni w drodze do pragi czy budapesztu oraz biznesmenow, ktorzy
> uwierza ze juz nigdy nie spotka ich los firmy z pkt 1.
>
> slowem: czy istnieje szansa na uklad polityczn, ktory pozwoli to miasto
> przewietrzyc, unowoczesnic, zapewnic mu baze na miare jego mozliwosci i ktory -
>
> uwaga wazne! - pozbiera wreszcie konskie lajno z rynku?
>
> no i moze jeszcze zeby przy okazji ukrocil zamiane krakowa w czestochowe bis,
> czyli postawil sierczytego baranka pod palacem lapczywych biskupow...

Myślę, że na powyższe pytania dosyć łatwo odpowiedzieć.

ad. 1. Tischmanna nagrała ekipa Lassoty i pewnie ona będzie najbardziej zdeterminowana, aby ten projekt zakończyć
sukcesem. Myślę, że poziom inwestycji będzie obecnie niższy niż na początku planowano (przez opóźnienie część
zadań nie jest już tak opłacalna, np. kolejne multikino)

ad. 2. Motorla - jak wyżej

ad. 3. Droga do Zakopanego to sprawa krajowa i wojewódzka. A minister Pol swoim "przyspieszeniem" w budowie
dróg zablokował tę inwestycję.

ad. 4. Tu też najlepsze perspektywy daje Lassota (przynajmniej z tego co dotąd dociera z publicznych wystąpień).
Lassota kładzie nacisk na ściąganie inwestorów i promocję miasta, a to zwiększy ruch lotniczy. Inwestycje Gołasia,
to inwestycje infrastrukturalne, ale potrzeba też inwestycji, które bedą tworzyły atrakcyjne miejsca pracy. Obecny
pełnomocnik Zarządu Miasta ds. promocji (chyba tak jakoś nazywa się to stanowisko), p. Sobczuk, w wypowiedzi dla
prasy stwierdził, że Krakowa nie trzeba promować, bo się sam promuje. Lassota zapowiada zmianę tej polityki.

Jeżeli chodzi o perspektywy rozwoju Krakowa, to wybierzmy prezydenta, któremu na sercu leży rozwój naszego
miasta, a nie myśli o stanowisku jako trampolinie do kariery w Warszawie. Mam poważne obawy, że Rokita i Ziobro to
ten ostatni przypadek. Majchrowskiego obciąża to, że stoi za nim SLD pracowicie odbudowujące dawny system. Nie
chciałbym, aby Rynek Główny zmienił nazwę np. na plac Edwarda Gierka :-). Obtułowicz (facet, który nie rozumie
pojęcia "konflikt interesów") wystawił pewnie kandydaturę, aby "sprzedać" głosy swoich zwolenników Rokicie, w
zamian za ciepłą posadkę, kolejne realizacje własnych projektów bądź bezkarność.

Co do końskiego łajna, to czarno to widzę...

aj




Temat: Polak najlepszy na świecie
Polak najlepszy na świecie
Polak najlepszym informatykiem na świecie

Mamy najlepszych informatyków nie tylko zespołowo, ale i indywidualnie:
minionej nocy Tomasz Czajka wygrał w Uncasville w Stanach Zjednoczonych
prestiżowy, światowy konkurs indywidualny TopCoder.

Poinformował o tym w sobotę PAP Andrzej Gąsienica-Samek, jeden z trzech
Polaków, którzy wygrali w marcu tego roku zespołowe światowe zawody w
programowaniu komputerowym. Zespół stanowili: Tomasz Czajka, Andrzej
Gąsienica-Samek i Krzysztof Olnak - wtedy studenci informatyki UW.

"To jest konkurs, w którym startują ludzie z całego świata" - podkreślił
Gąsienica-Samek. Najpierw co tydzień organizowane są otwarte konkursy, a
potem - w ich wyniku - tzw. TopCoder Open. Najlepsi kwalifikują się do
eliminacji, po których 16 osób przechodzi do półfinału, który odbywa się
Stanach Zjednoczonych. Następnego dnia - w tym samym miejscu - odbywa się
finał, w którym uczestniczą już tylko cztery osoby - wyjaśniał mechanizm
konkursu. W tym roku finał wygrał właśnie Tomasz Czajka.

"Z puli nagród w wysokości 100 tys. dolarów Tomek zgarnął połowę" -
powiedział Andrzej Gąsienica-Samek. Zwrócił uwagę, że konkurs sponsorował
największy na świecie producent procesorów INTEL.

Według niego, Polska jest również na pierwszym miejscu w ogólnej
klasyfikacji krajów w TopCoder, tzn., że najlepsze średnie wyniki w
cotygodniowych eliminacjach tego konkursu osiągają Polacy.

Gąsienica-Samek zwrócił uwagę, że jego kolega "przez ostatnie pół roku
wstawał co tydzień o 2 w nocy, aby brać udział w eliminacjach, bo konkurs
odbywa się w godzinach dogodnych dla Amerykanów". Poinformował również,
że "Tomek - który w czasie wakacji pracował dla Microsoft nad najnowszą
wersją systemu Windows - planuje studia doktoranckie, na jednej z
najlepszych uczelni".

Natomiast drugi członek zespołu - Krzysztof Onak - który w zeszłym roku
uczestniczył w konkursie po raz pierwszy (a można startować jedynie dwa
razy), w tym roku " - razem z Tomkiem Malesińskim i Pawłem Parysem - jak
burza przeszedł eliminacje centralnoeuropejskie i kroczy po kolejne
zespołowe Mistrzostwo Świata w kwietniu 2004". Również on planuje studia
doktoranckie, na jednej z najlepszych uczelni.

"W tym roku Krzyś dostaje stypendium od ComArch. Przez wakacje pracował ze
mną dla japońskiej firmy Collabo Technology" - dodał Gąsienica-Samek, który
trzy miesiące temu w firmie ComArch objął stanowisko dyrektora Centrum
Badawczo-Rozwojowego.

"Pracujemy nad nową platformą - nazwa kodowa OCEAN - do produkcji
oprogramowania dla małych i średnich przedsiębiorstw, a efekty powinny być
widoczne za mniej więcej rok" - poinformował. Według niego, umożliwi to
tworzenie oprogramowania 8-10 razy szybciej. "Chcemy za rok dwa wyjść z na
prawdę rewolucyjnym produktem do tworzenia oprogramowania - chcemy
konkurować z Microsoftem" - dodał.

"Tomek i Krzysiek dostali oczywiście bardzo atrakcyjne propozycje pracy, ale
zdecydowali się szybko kończyć studia (są na 4 roku). Mam nadzieję że za
jakiś czas do mnie dołączą" - oczekuje Gąsienica-Samek.




Temat: Festiwal Wiatru Kia-Malibu Legionowo 2009
Festiwal Wiatru Kia-Malibu Legionowo 2009
Po raz pierwszy w Polsce zorganizowany zostanie Festiwal Wiatru KIA Malibu. Dlaczego w Legionowie? Bo przecież Legionowo od czasów przedwojennych kojarzone jest z powietrzem. Tu właśnie powstawały wyczynowe balony, na których polscy zawodnicy zdobywali nagrody w wielu międzynarodowych zawodach. W latach 1933-35 Polacy są zdobywcami Pucharu Gordona Bennetta, najważniejszego wyróżnienia wśród baloniarzy. Takie nazwiska jak Hynek czy Burzyński na wieki wpisały się w historię polskiego lotnictwa. Legionowo to także miejsce związane ze spadochroniarstwem - tu właśnie produkowano i testowano wiele spadochronowych konstrukcji. Także dzisiaj, w Legionowie, szyte są spadochrony.
Festiwal Wiatru KIA Malibu w Legionowie to pierwsza taka impreza w Polsce. Pierwsza, i na pewno nie ostatnia, bowiem zainteresowanie nią przejawiło wielu zawodników, a także wiele firm, oraz oczywiście miłośnicy sportów lotniczych. Do Centrum Szkolenia Policji w Legionowie przybędzie wielu fanów powietrznych peregrynacji. Przyjadą nie tylko z Legionowa i okolic, ale także z Warszawy i Mazowsza.
Organizatorem i pomysłodawcą Festiwalu Wiatru KIA Malibu jest Marek Krakowiak, fan lotnictwa, a baloniarstwa w szczególności. Mieszka w Jabłonnie, od 10 lat jest licencjonowanym pilotem paralotni.
Jednym z dwóch głównych filarów festiwalu są Zawody Balonów na Ogrzane Powietrze Klasy AX. Poprzedzi je „MAXIM Letni Wieczór Balonowy”, zorganizowany na osiedlu Sobieskiego w Legionowie. Będzie to znakomity pokaz balonów, a właściwie seans „światło i dźwięk”. Powłoki balonów podświetlone zostaną ogniem palników, a sferę dźwięku wypełni duet jazzowy w składzie: Arek Osenkowski - saksofon oraz Piotr Świerzbiński - gitara. Pierwsze starty załóg przewidziane są w sobotę o 6:00 rano, z 21 wybranych stanowisk wokół Legionowa. Ich powrót planowany jest oczywiście wraz z zachodem słońca, ok. godz. 21. Rozgrywane konkurencje zależne będą oczywiście od warunków pogodowych. Zakończenie zawodów i wręczenie nagród planowane jest w niedzielę między 12 a 13.
Drugim, niemniej ważnym składnikiem festiwalu są Zawody Paralotni z Napędem o nazwie Paska Cup, organizowane przez Adama Paskę - trenera Polskiej Reprezentacji Narodowej Paralotni z Napędem. Udział wezmą zarówno zawodnicy Kadry Narodowej, jak i paralotniarze-amatorzy, by sprawdzić swoje umiejętności w starciu z wiatrem, który dla wszystkich wieje jednakowo. Przewidziano 3 starty - dwa w sobotę, trzeci w niedzielę. Używać będą zarówno paralotni wózkowych, jak i z napędem plecakowym.
Niezwiązanym z powietrzem, kolejnym elementem festiwalu jest „I Rajd Pojazdów Klasycznych Legionowo 2009”. Niewątpliwą atrakcją owego rajdu będą Volkswageny, małe, i duże, jako że organizatorem przedsięwzięcia jest klub Garbiarnia skupiający użytkowników popularnych „garbusów”. Będą także „ogórki”, tak charakterystyczne dla hippisowskich czasów, i samochody z czasów PRL-u i DDR-u, z charakterystycznym brzmieniem dwusuwów. Nie zabraknie również motocykli zabytkowych i pojazdów wojskowych.
Tym wydarzeniom towarzyszyć będą inne imprezy lotnicze. Na niebie pojawią się Piper Cub SP-AWP Marka Masalskiego, pamiętający czasy II Wojny Światowej, i Skybolt 300 SP-YMS Marka Szufy - Mistrza Polski w akrobacjach lotniczych. Swój pokaz zaplanowali też „pasażerowie w jedną stronę”, czyli spadochroniarze, którzy wystartują z pobliskiego lotniska w Chrcynnem.
Dla najmłodszych miłośników lotnictwa, ale nie tylko, zorganizowane zostaną przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Legionowie zawody latawcowe. Latawce będą mogły być wykonane samodzielnie, lub kupione. Kolekcjonerzy będą mieli nie lada gratkę, jako że na czas festiwalu zostanie uruchomiona Poczta Balonowa. Zostanie również uruchomiona Radiostacja Lotnicza. Jako, że impreza organizowana jest na terenie Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, nie zabraknie oczywiście pokazów w wykonaniu funkcjonariuszy Policji, w tym antyterrorystów.

Organizatorem i pomysłodawcą imprezy jest mieszkaniec Jabłonny Marek Krakowiak, od 10 lat licencjonowany pilot paralotni, fotografik, miłośnik kotów. Od kilku miesięcy jego dodatkowym zajęciem wypełniającym wolny czas była organizacja Festiwalu Wiatru KIA Malibu. Poruszył niebo i ziemię, by znaleźć sponsorów i firmy, które pomogły przy zorganizowaniu tak skomplikowanego przedsięwzięcia.
Współorganizatorami Festiwalu Wiatru KIA Malibu są: Urząd Miasta Legionowo, Powiat Legionowski, Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji, Miejska Biblioteka Publiczna w Legionowie, Centrum Szkolenia Policji w Legionowie.
Głównym sponsorem jest Malibu Auto Centrum Kia.

Marek Krakowiak - organizator:balonowemiasto@balonowemiasto.pl
Grzegorz Traczewski - rzecznik prasowy
Grzegorz Gutkowski - dyrektor MOSiR: dyrektor@mosir-legionowo.pl
Danuta Masiak - dyrektor MBP:dyrektor@bibliotekalegionowo.pl
Anna Galant - rzecznik prasowy CSP:rzecznik@legionowo.pl




Temat: Imieniny u Czesia
Gość portalu: ZYTA 1 napisał(a):

> Ktos tu porownuje smierc Zywca do podarku w postaci obrazu dla
> Prezydenta.Co ma piernik do wiatraka?

Oj Zyta, Zyta 1 - impreza to impreza. Rozne szczeble ino. Cele tak samo
wzniosle. I tu i tu alkohol i okazja do skrzyzowania oddechow.

>Kazda okazja jest dobra,by
> dowalic SLD badz Prezydentowi...

... Kossakiem... A jak?! No pewnie - tylko glupi nie korzysta z okazji.

>Gdybym mogla,sama dorzuciłabym
> kilka zlotych do prezentu,bo cenie Kwasniewskiego za jego
> polityke zagraniczną.

Nie mozesz? Biedna...
No tak - kolonia w Iraku, moze z ktoregos szybu cos trysnie? Oczywiscie jesli
trysnie to wg zaslug - p. Prezydentowi lub SLD.

>Lepiej komus dawac tysiące bombonierek niz
> cos jednego,ale w miare choc wartosciowego?

Oj gorzej! Przeciez by sie zrzygal przy konsumpcji, a tak se kulturalnie
popodziwia wraz z innymi salonowcami. I jakas tam lokata kapitalu jest. No
nieeeee?

>Zawisc?

Pewnie - kazdy by chcial dostac cos ladnego i cennego.

> Kazdy moze
> kandydowac w RP na kazde stanowisko.A Polacy(wielu,nie wszyscy)
> są zawistni,niestety,co swiadczy o ich bezdennej głupocie.

Zyto szlachetna - ty jestes jak zdrowie. Ty pewnie z Ordynackiej albo tylko
marzysz o tym?

Stowarzyszenie Ordynacka skupia ok. 5 tys. działaczy Zrzeszenia Studentów
Polskich z czasów PRL. Stowarzyszenie wzięło nazwę od ulicy w Warszawie, gdzie
jest centrala ZSP. Władze Ordynackiej twierdzą, że tylko 40 proc. członków
należy do SLD, 20 proc. m.in. do PO, PiS, PPS, Samoobrony, UW, a pozostałe 40
proc. nie należy do żadnej partii politycznej. Jednak w ostatnich latach
Ordynacka zyskała opinię rezerwuaru kadr dla kolejnych lewicowych rządów na
intratne stanowiska w ministerstwach, wywiadzie, placówkach dyplomatycznych,
mediach czy zarządach największych firm. Prezydent Aleksander Kwaśniewski ma
legitymację nr 1. Jednym z najbardziej wpływowych członków Ordynackiej jest
Włodzimierz Czarzasty, sekretarz KRRiTV.

W nagrode zajrzyj sobie na strone
www1.gazeta.pl/kraj/1,34308,1599352.html
A jesli nie nalezysz jeszcze do SLD - wypelnij deklaracje - to przyniesie
spodziewane owoce w postaci moze nawet prawa do skladki na prezent - jak sie
postarasz. Tylko dobrze przeczytaj przed uzyciem:
www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=5442/www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=5396

Sukcesow na drodze dalszej kariery zycze. Tylko uwazaj na drzewa po imprezie...




Temat: Polak najlepszym informatykiem świata
Polak najlepszym informatykiem świata
Mamy najlepszych informatyków nie tylko zespołowo, ale i indywidualnie:
minionej nocy Tomasz Czajka wygrał w Uncasville w Stanach Zjednoczonych
prestiżowy, światowy konkurs indywidualny TopCoder

Poinformował o tym w sobotę PAP Andrzej Gąsienica-Samek, jeden z trzech
Polaków, którzy wygrali w marcu tego roku zespołowe światowe zawody w
programowaniu komputerowym. Zespół stanowili: Tomasz Czajka, Andrzej
Gąsienica-Samek i Krzysztof Olnak - wtedy studenci informatyki UW

"To jest konkurs, w którym startują ludzie z całego świata" - podkreślił
Gąsienica-Samek. Najpierw co tydzień organizowane są otwarte konkursy, a
potem - w ich wyniku - tzw. TopCoder Open

Najlepsi kwalifikują się do eliminacji, po których 16 osób przechodzi do
półfinału, który odbywa się Stanach Zjednoczonych

Następnego dnia - w tym samym miejscu - odbywa się finał, w którym
uczestniczą już tylko cztery osoby - wyjaśniał mechanizm konkursu

W tym roku finał wygrał właśnie Tomasz Czajka

"Z puli nagród w wysokości 100 tys. dolarów Tomek zgarnął połowę" -
powiedział Andrzej Gąsienica-Samek. Zwrócił uwagę, że konkurs sponsorował
największy na świecie producent procesorów INTEL

Według niego, Polska jest również na pierwszym miejscu w ogólnej
klasyfikacji krajów w TopCoder, tzn., że najlepsze średnie wyniki w
cotygodniowych eliminacjach tego konkursu osiągają Polacy

Gąsienica-Samek zwrócił uwagę, że jego kolega "przez ostatnie pół roku
wstawał co tydzień o 2 w nocy, aby brać udział w eliminacjach, bo konkurs
odbywa się w godzinach dogodnych dla Amerykanów". Poinformował również,
że "Tomek - który w czasie wakacji pracował dla Microsoft nad najnowszą
wersją systemu Windows - planuje studia doktoranckie, na jednej z
najlepszych uczelni"

Natomiast drugi członek zespołu - Krzysztof Onak - który w zeszłym roku
uczestniczył w konkursie po raz pierwszy (a można startować jedynie dwa
razy), w tym roku " - razem z Tomkiem Malesińskim i Pawłem Parysem - jak
burza przeszedł eliminacje centralnoeuropejskie i kroczy po kolejne
zespołowe Mistrzostwo Świata w kwietniu 2004". Również on planuje studia
doktoranckie, na jednej z najlepszych uczelni

"W tym roku Krzyś dostaje stypendium od ComArch. Przez wakacje pracował ze
mną dla japońskiej firmy Collabo Technology" - dodał Gąsienica-Samek, który
trzy miesiące temu w firmie ComArch objął stanowisko dyrektora Centrum
Badawczo-Rozwojowego

"Pracujemy nad nową platformą - nazwa kodowa OCEAN - do produkcji
oprogramowania dla małych i średnich przedsiębiorstw, a efekty powinny być
widoczne za mniej więcej rok" - poinformował

Według niego, umożliwi to tworzenie oprogramowania 8-10 razy
szybciej. "Chcemy za rok dwa wyjść z na prawdę rewolucyjnym produktem do
tworzenia oprogramowania - chcemy konkurować z Microsoftem" - dodał

"Tomek i Krzysiek dostali oczywiście bardzo atrakcyjne propozycje pracy, ale
zdecydowali się szybko kończyć studia (są na 4 roku)

Mam nadzieję że za jakiś czas do mnie dołączą" - oczekuje Gąsienica-Samek

źródło : PAP



Temat: Ładni/brzydcy - cd. selekcji
Śmierć brzydkim

Wpuszczą – nie wpuszczą to dylemat wielu klubowiczów. To być albo nie być na
topie. Chcemy czy nie, wygląd ma znaczenie. Brzydcy i starzy nie mają szans

Dawniej wystarczyło mieć dobrze wyposażony portfel, schludny ubiór i trzeźwy
wyraz twarzy, by wejść do każdej knajpy. Teraz przed modnymi klubami stolicy –
Cinnamonem, Piekarnią czy ZOO – kłębią się tłumy, które przestępując z nogi na
nogę zastanawiają się, czy uda im się wejść do środka. Wejdą nieliczni. Głównie
ci ładniejsi i młodsi.

PIOTR OSTRACH 2004-08-13

Ładni mają łatwiej
Fakt, że ładniejszym żyje się lepiej, został potwierdzony w licznych badaniach
i analizach psychologicznych. Robert Cialdini w swojej książce „Wywieranie
wpływu na ludzi” pisze, że ładnemu łatwiej: wygrać wybory parlamentarne, dostać
intratną posadę lub mniejszy wyrok w sprawie karnej (jeśli jest oskarżonym) lub
większe odszkodowanie (jeśli jest ofiarą). ładny ma większą szansę na uzyskanie
pomocy w potrzebie. ładny silniej wpływa na opinię innych, jeśli tylko tego
zechce. ładne dziecko jest „z zasady” mądrzejsze od brzydkiego.

Panem nocy i najważniejszym decydentem jest teraz selekcjoner. Właściciele
klubów obdarzyli go władzą niemal absolutną. Jego kaprys czy zły nastrój mogą
oznaczać koniec marzeń o tym, by pobawić się w modnym miejscu. Nie pomogą
tłumaczenia, że amator rozrywek klubowych zajmuje kierownicze stanowisko w
poważnej firmie czy jest prawą ręką ministra. Selekcjoner powie, że impreza
zamknięta i koniec dyskusji. Trzeba szukać szczęścia gdzie indziej.

– Oceniam wygląd, zachowanie, to coś – mówi Jarek, pracujący w Le Madamme i
Apsters. Patrzę na to, czy ten, kto chce wejść, ma przyjazne nastawienie do
zabawy, życia – dodaje. Selekcjonerzy to najczęściej młodzi ludzie, dobrze
wyglądający. Nikt nie uczył ich, jak dobierać gości. Oczywiście, otrzymują
wskazówki od właścicieli lokali, ale nie mają najczęściej żadnego przygotowania
psychologicznego. Oceniają tylko zewnętrzne atrybuty człowieka, czyli głównie
twarz, fryzurę, figurę i wiek.

Może być łysy, byle od stylisty

Co zrobić, by zwiększyć swoje szanse na wejście do lokalu? ładni mają łatwiej.
Oni nie muszą nadmiernie przejmować się ubiorem, mogą wkładać ciuchy z second
handu, oby z gustem i smakiem dobrane. Gorzej z tymi, którzy nie mają wyglądu
modeli i modelek. Ci raczej niech śledzą najnowsze trendy w modzie,
fryzjerstwie. Jeżeli nie są w stanie, to chociaż niech patrzą, w co ubierani są
bohaterowie serialu Kasia i Tomek czy uczestnicy kolejnych edycji Idola. Zara,
Puma, Diesel to dobre marki na takie okazje.

Nie ma rygorystycznych zasad, wedle których do pubów nie byliby wpuszczani np.
ludzie w dresach czy kurtkach punkowych albo łysi. Wszystko zależy od tego, czy
poszczególne części garderoby dobrane są zgodnie z aktualną modą. Nie zaszkodzi
skropić się dobrymi, markowymi perfumami– co najmniej za 200 złotych. Gdy nowi
bywalcy nie wiedzą, jaką fryzurę zrobić sobie na głowie, niech udadzą się do
jednego ze znanych z mediów stylistów fryzur. To oni narzucają, kierując się
oczywiście modą światową, najczęściej londyńską, trendy obowiązujące w danym
sezonie.

Targ niewolników

Wprowadzanie zasady selekcji i nagłaśnianie tego faktu w mediach wywołuje wśród
potencjalnych klientów wrażenie, że dany lokal jest lepszy od innych. – To
skuteczna forma marketingu – uważa Marcin Brzeziński, bywalec Utopii, dj,
grafik freelancer. – Im klub bardziej niedostępny, tym większe jest pragnienie
zobaczenia go i gości w nim przebywających – dodaje.

Z drugiej strony jednak – istnieje grupa ludzi, którzy słysząc o selekcji
rezygnują z odwiedzania niektórych knajp, bojąc się, że nie zostaną
wpuszczeni. – Mam wielu znajomych, którzy zdają sobie sprawę, że dobre ciuchy
nie wystarczą – mówi Agnieszka Kępińska z agencji public relations BCA. – Ale
jak zdołają dostać się do takiego miejsca, to później kilka dni opowiadają, co
się tam działo.

Marzeniem bywalców jest zdobycie stałych kart członkowskich. Mają one
różnorodną formę – w jednym miejscu jest to breloczek z nazwą klubu, w innym –
plastikowa karta przypominająca bankomatową. Gdy ją zdobędą – zazwyczaj dzięki
znajomości z pracownikami klubu – czują się ważniejsi w hierarchii
towarzyskiej. Wydaje im się, że są elitą, creme de la creme śmietanki
towarzyskiej. Jednak nie mają racji




Temat: Ciekawostka na linii MPK - Miasto
Ciekawostka na linii MPK - Miasto
Urywek pisma Związków Zawodowych przy MPK w Krakowie do Prezydenta Miasta
Krakowa i Radnych.

........................Sytuacja w MPK nie byłaby zła gdyby właściciel
(Miasto) poważnie traktował tak strategiczną działalność, jak komunikacja
publiczna, gdyby refundował zgodnie z Ustawa przyznane ulgi (dla informacji
ogólny koszt ulg wynosi 100 mln zł, w tym gminnych 60 mln, a dopłata z
budżetu Miasta wynosi 35 mln zł).

1. Gdzie na Świecie komunikacja miejska jest dochodowa? Jest to
przeważnie zadanie Gminy, a dopłata służy mieszkańcom.

2. Jak właściciel (miasto) może odebrać 10% pracy przewozowej własnej
spółce i przekazać pracę prywatnym przewoźnikom wysyłając na bruk
pracowników MPK? O co tu chodzi? Przecież już teraz są na rynku inni
przewoźnicy i MPK wcale nie ma monopolu (poza tramwajami).

3. Jak długo Miasto będzie tracić pieniądze na utrzymanie tworu pod
nazwa Krakowski Holding Komunalny fundując stanowiska prezesowskie po
kilkanaście tysięcy złotych. KHK to tylko bardzo drogi pośrednik, a
określanie go jako holdingu operacyjnego to określenie na wyrost nie
odpowiadające rzeczywistości. Owszem przydatna jest kapitałowa grupa
podatkowa, bo pozwala zatrzymać środki w mieście, ale nie cały rozrośnięty
twór. Do rozliczenia podatku wystarczy komórka księgowa.

4. Jak można mówić, że pieniądze z Holdingu, a raczej grupy kapitałowej
pokrywają niedobory MPK jeśli tych pieniędzy jest niecałe 3 mln zł, a strata
sięga 50 mln zł.

5. Jakie długi MPK spłaca Miasto?
Zaciągnięty kredyt na zakup taboru MPK spłaca sama kosztem drastycznych
oszczędności w tym głównie płac.

6. Jakie to autobusy Miasto nam użycza? Te 60 – kilka rozlatujących się
Ikarusów na ponad 480 sztuk taboru? (pozostałe są własnością MPK, za które
firma płaci)

7. Jakie to oszczędności miałoby Miastu przynieść zniszczenie dobrze
funkcjonującej Spółki, wysłanie ludzi na bezrobocie, wypłacanie odpraw?

Jeszcze raz przypominamy: - wielkość dopłaty do komunikacji miejskiej w
Krakowie to 35 mln zł,
- w Łodzi 110 mln zł
- w Poznaniu 112 mln zł
- we Wrocławiu 110 mln zł
Koszt wozokilometra za 6 – m-cy 2003 roku wynosi:
- w Krakowie tramwaje 3,65 autobusy 4,68
- w Łodzi tramwaje 4,01 autobusy 5,14
- w Poznaniu tramwaje 6,23 autobusy 5,80
- we Wrocławiu tramwaje 4,72 autobusy 5,27

W Łodzi i we Wrocławiu są Zarządy Transportu, a mimo to cena wozokilometra
jest wyższa, a w Krakowie powołanie Zarządu Transportu ma być receptą na
obniżenie kosztów?

A nie tak miało być!
Miała być strategia rozwoju, odnowy taboru, rozbudowa linii, zwiększenie
częstotliwości kursowania, coraz lepszy komfort jazdy dla pasażerów,
dostosowanie do potrzeb niepełnosprawnych (tabor niskopodłogowy).

A co jest?
Brak iwestycji taborowych, remontu obiektów, zmniejszenie się majątku
Spółki, spadające płace, zwolnienia................




Temat: Artykuł z Polityki o Kaliningradzie
Sława!
Im bliżej rynku, tym wyraźniej słychać ludzki gwar. – To z cmentarza –
informuje krótko Bauer. Dowodem żywotności nekropolii są częste interwencje
milicji i mnogość pustych butelek.

O zaopatrzenie dbają dwa supermarkety czynne całą dobę. Wybór towarów przedni.
Z kwasem chlebowym sąsiaduje cola, z wyborną wódką tutejszej produkcji Flagman –
koniak francuski, a z pielmieniami – pizza. W ofercie jest ser tylżycki, a nie
sowiecki, mimo że pobliska Tylża, dla Niemców Tilsit, prawie pół wieku temu
zamieniła się w Sowietsk. Etykieta zapewnia, że ser jest wyrabiany według
starej receptury niemieckiej.

Od ślusarza do milionera

Załoga sklepu w sile trzech kasjerek i czterech ochraniarzy informuje, że ich
placówka należy do sieci Victoria, drugiej w obwodzie kaliningradzkim, jeśli
mierzyć udziałami w rynku. Pierwsze zajmuje bezapelacyjnie koncern Vester.
Czyli Rolbinow. Nazwę kompanii podaje się niekiedy wymiennie z nazwiskiem jej
prezydenta. Aleksander Rolbinow symbolizuje kaliningradzki wymiar kariery od
ślusarza do milionera.

Człowiek sukcesu pracuje na terenie zbankrutowanej fabryki silników plazmowych
do rakiet kosmicznych w Kaliningradzie. Kupił ją i przekształcił w nowoczesną
centralę koncernu Vester. Niedaleko stąd do zakładów metalowych, gdzie ślusarz
Rolbinow podjął pierwszą w życiu pracę. Do pierestrojki realizował radziecki
model kariery. Ukończył technikum i delegowano go na studia. Studiował
ekonomię. Wraz z dyplomem otrzymał skierowanie na stanowisko mistrza do stoczni
remontowej. Gdy zapachniało przemianami, namówił najbliższego przyjaciela Olega
Bołyczewa, by założyli prywatną firmę. Rzucili się na głęboką wodę, ale do
brzegu dopłynęli w wybornej kondycji. W gabinecie Rolbinowa wisi dyplom z
podpisem prezydenta Putina, potwierdzenie ubiegłorocznej nagrody Olimpu Biznesu.

Droga na rosyjski Olimp prowadziła przez handel elektroniką. Był 1990 r., w
Kaliningradzie rozpoczynała się era komputerów osobistych. Aleksander i Oleg,
dziś wiceszef Vestera, jeździli do Moskwy, kupowali sprzęt, montowali i
sprzedawali w rodzinnym obwodzie. Aby sprzedawać, musieli kreować klientów;
prowadzili kursy komputerowe w miejscowych zakładach. Do przyjaciół dołączyło
trzech zaufanych kumpli z dawnych czasów. Dziś zajmują gabinety na najwyższych
piętrach koncernu. – Zaufanie to jak pieniądze w banku – powiada Rolbinow. W
połowie lat 90. przyjaciele wzięli pierwszy kredyt i otworzyli pierwszy
supermarket. Dziś Vester ma 20 supermarketów oraz 9 przedsiębiorstw budowlanych
i przemysłowych. Zatrudnia 3 tys. osób. Zarządzania uczą Anglicy.

Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
Nad Łaby brzeg wracamy znów po wiekach!
Ignorant
+++



Temat: Informatycy - zawód do regulacji?
Mój list do PIIT !
Szanowni Państwo!
Wyrazam stanowczy protest wobec propozycji tworzenia korporacyjnych regulacji w
branzy IT. takie sugestie wyrazane przez prezesa Państwa organizacji p.
W.Iszkowskiego
znalazłem w artykule zamieszczonym w gazecie Wyborczej z dnia 22.12.2003.
Swoje stanowisko w powyzszej sprawie motywuję w sposób następujący:
- w krajach cywilizowanych np USA zmiana zawodu i to niekoniecznie jednorazowa
jest rzeczą zupełnie normalną jeśli poparta jest nauką i rzetelnym wysiłkiem -
w przypadku takiej regulacji spora grupa ludzi wykształconych i aktywnych będzie
miała utrudnioną badź zablokowaną możliwość zmiany zawodu - to z kolei zaowocuje
dalszym wzrostem bezrobocia , emigracją itd - akurat informatyka należy do tak
rozległych dziedzin ludzkiej działalności i tak szybko zmieniających się, że do
tej branży mogą dostawać się ludzie bez znajomości rozwiązań preferowanych w
latach ubiegłych - np. by programować w Javie nie musimy poznawać Cobola,
Fortranu i Basica itd ;
- rozwiązania korporacjonistyczne tak chętnie stosowane w Polsce zawsze dają
następujące efekty:
- wzost cen świadczonych usług przez licencjonowanych usługodawców,
- rodzinno - towarzyskie układy ;
- im więcej korporacjonizmu - tym mniej wolnego rynku i w takim właśnie kierunku
idą Państwa propozycje - to obrona establishmentu utuczonego rządowymi
kontraktami przed koniecznością wykonania minimalnego wysiłku w dobie trudności
na rynku IT - patrząc na członków Państwa Izby i często padające w artykule
słowo "bezhołowie" - nasuwa się pytanie , a może warto najpierw przyjrzeć się
własnym szeregom by usunąc owo "bezhołowie". Czy będąca symbolem informatyki "po
polsku" firma PROKOM nie kojarzy się rzeczywiście nikomu z tym słowem?
- Państwa sposób myślenia jest zbieżny z obowiązującym w Polsce tokiem
rozumowania by chronić siebie i przyjaciół , co na rynku owocuje sytuacją którą
można opisać w dwóch słowach "drogo i źle" , środowiska sędziów , lekarzy mają
już ustaloną renomę w społeczeństwie - praca po pijanemu , wypadki samochodowe w
stanie nietrzeźwym, korupcja, brak profesjonalizmu a przede wszystkim obrona do
upadłego swoich koleżków w sądach koleżeńskich , izbach (sic!!! patrz nazwa
waszej instytucji) lekarskich itd. i do tych "prestiżowych" profesji mają
dołączyć informatycy - wiem że przynajmniej ja się nie zakwalifikuję bo...
jestem abstynentem!
- i jeszcze jedno w światowej elicie inormatyków nie brakuje ludzi bez
formalnego wykształcenia informatycznego i tak np.:
- twórca języka PERL Larry Wall - z wykształcenia jest.... językoznawcą!
- współtwórca BASICA John Kemeny był na początku swej kariery... filozofem! nie
przeszkadzało to nikomu by współpracował z Einsteinem
oczywiście dla PIIT to przykłady bezhołowia!!!
Protestuję, ale wiem, że to nic nie da myślenie "koleżkowsko-układowe" jest
jedyną ideą naprawdę spajającą ten naród niezależnie czy się jest posłem SLD,
Samoobrony, lekarzem, adwokatem czy informatykiem.
Z poważaniem
Tomasz Ćwietkowski




Strona 3 z 4 • Znaleźliśmy 134 postów • 1, 2, 3, 4  

Powered by WordPress. Design by Free WordPress Themes.